20 sierpnia, 2009

Ogrodowy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:08
          Wychowany w kamienicy przy głównej ulicy, na podwórku zalanym smarami z cieknących silników Warszaw, Syrenek i Moskwiczy, ogródki widywałem raczej z daleka. Te, które czasami mi udostępniano, były małymi gospodarstwami produkcji warzyw i owoców. Poletkami poszatkowanymi grządkami. Wyszaleć się wśród rzodkiewek, strąków fasoli, marchwi i dyni, nijak nie szło. Czasami bywałem w parkach, lecz tam ograniczony alejkami przychodziło mi zieleń bardziej podziwiać niż jej doznawać w całej pełni. Nieskrępowanemu szaleństwu w latach mojej młodości służyły brudne podwórka, ulice i lasy na wzgórzach morenowych. Czasami wywożono mnie za miasto, lub na wieś. Tam pod czujnym okiem Mamy i kilku cioć, w towarzystwie kuzynostwa mogłem "w pięknych okolicznościach przyrody" do woli stwierdzać, że pochodzę o małpy. Niestety, nie zdarzało się to często i może dlatego uparcie jestem człowiekiem ze wszystkimi ludzkimi ograniczeniami.

moja-rodzinka

          Kto mnie dobrze zna, nie dziwi się, że teraz, gdy Asia wreszcie jako tako uporała się z częścią naszego ogrodu przy domu, to ja podchodzę doń jak do nowo odkrytego lądu. Z zachwytem, ale niepewnie. Z radością, ale z dystansem. Z dumą, ale i z niedowierzaniem. Przymilam się do listków, pnączy i traw. Wdzięczę do róż i hortensji, ale zerkam na to całe malowniczo-zielone niebo z bojaźnią. Nim wejdę między krzewy, które Asia posadziła, spoglądam i boję się, by krokiem nieuważnym nie skrzywdzić, nie zranić i awantury na głowę sobie nie sprowadzić. Z mojej dbałości o ogród najlepiej wychodzi mi leżakowanie na słońcu. By jednak nie wyjść na kompletnego lenia i nicponia, a jednocześnie dać przykład synowi, że ten ogród, to ojciec też itd...

praca-w-ogrodzie-2

... i korzystając z pogody zabrałem się ostatnio do lakierowania stołu, co to go górale kiedyś wyciosali ciupagami moim teściom, gdy ci zastanawiali się co powinno stać przy kominku. Teraz my postanowiliśmy uczynić z tego stołu mebel ogrodowy. Stół taki, jako solidna i stabilna płaszczyzna twarda, jest w ogrodzie latem rzeczą przydatną do wielu rzeczy, w tym do stawiania nań kieliszka wieczorową porą najbardziej.
          Nie zdążyłem jednak jeszcze nic postawić, bo w międzyczasie zaprosił nas na drugie urodziny swoich wnuków Andrzej Lipiński, mój kuzyn, który na pierwszym zdjęciu - w tym wpisie - siedzi między mną, a kuzynką Marleną. To ten z ciemną grzywką. Urodziny bliźniaków, Krzysia i Karola odbyły się w ogrodzie, w którym ja, gdy lat więcej od nich nie miałem, musiałem karnie stąpać między grządkami, bo inaczej, to w tyłek od babci i po krzyku. A teraz proszę, zobaczcie sami. Andrzej z wnukami siedzi w miejscu gdzie kiedyś piął się w górę zielony groszek i nic się nie dzieje. Nikt nie krzyczy, nie wygraża.

andrzej-lipinski

Miło, radość, święto, weselisko!

andrzej-z-wnukami

          Czasy się zmieniają. Zmieniają się ustroje i obyczaje też. Swoboda chodzenia, siedzenia, leżenia i czołgania się po trawie urasta do symbolu naszej wolności. Przesadzam? Chyba nie.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 1

Tadeusz

2009-08-21 12:55:56
Ale od ponad 50 lat ogród ten jest w rękach tej samej rodziny i już trzecie pokolenie moze robić sobie w nim zdjęcia. To jest cud! Z najlepszymi - :)))

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)