20 lutego, 2010

Milczenie ciszy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:41
          Oczywistym jest, że przeciwieństwem dźwięku jest cisza, a przeciwieństwem mówienia jest milczenie. Nasza dwunożność i umiejętność wypowiadania się za pomocą słów jest tym, co odróżnia nas od innych istot żywych. Nad tym, że chodzę wyprostowany zastanawiam się tylko wówczas, gdy myślę o godności i wtedy, gdy zaczyna mnie łupać w krzyżu. Nad mówieniem i słowami zastanawiam się o wiele częściej, co wcale nie znaczy, że lekceważę godność. Wręcz przeciwnie - lekceważę ból w krzyżu, zresztą ku strapieniu Asi.
Co myślę o słowach napisałem już kiedyś kontemplując powieść Stefana Chwina - Hanemann. Cenię słowa, ale z wiekiem zaczynam także cenić ich brak. Coraz częściej poważam i adoruję milczenie. Jestem człowiekiem rozmownym, by nie rzec - gadatliwym. Czy winne są temu geny, wychowanie, czy może moje jedynactwo, trudno wyrokować. Od dzieciństwa bałem się ciszy. Sprzyjała ona malowaniu się w mojej wyobraźni najokropniejszych obrazów. Budziła lęki i rodziła natręctwa. Najdrobniejszy, choćby najcichszy dźwięk pozwalał mi odnaleźć się w rzeczywistości i uspokoić. Jakiekolwiek wypowiedziane słowo, przerywające milczenie, wyprowadzało mnie z wrogiej ciszy i wiodło ku przestrzeniom bezpiecznego bytu. Bezgłośność ścierała moją jaźń w pył, który mógł zatracić się przy byle jakim, nagłym podmuchu zwykłego strachu.
Gdy z czasem zacząłem doceniać milczenie, które tworzyło ciszę, świat zaczął mi się układać w pewnym porządku, choć nie zawsze... Spotkałem kiedyś w Karkonoszach znajomego z Trójmiasta, który wyraził chęć powrotu ze mną nad morze. Ucieszyłem się sądząc, że wielogodzinne siedzenie za kierownicą w jego towarzystwie będzie o wiele przyjemniejsze, niż długa, samotna podróż przez cały kraj. Zapomniałem tylko o jednym - mój znajomy był znanym milczkiem. Koło Poznania, gdy odczułem pierwsze zmęczenie, poprosiłem kolegę, by dla własnego bezpieczeństwa, od czasu do czasu zagadał do mnie. - Dobra, dobra - odpowiedział - Zaraz będziemy w Poznaniu -poinformował i powrócił do stanu sprzed mojej prośby. Na niewiele zdały się moje zaczepki i próby zagajenia rozmowy. Na nic poszła chęć rozpętania dyskusji o dupie Maryni. Nawet moja ciekawość i pytania o zdrowie jego rodziny przydały się na tyle, że po kilku zdawkowych i uspakajających słowach naszą wspólną przestrzeń w samochodzie ponownie zdominował równomierny szum silnika i cicha muzyka sącząca się z radia.
Dopiero gdy wjeżdżaliśmy na trójmiejską obwodnicę mój przyjaciel z błyskiem i radością w oku, wyraźnie ożywiony krzyknął - O! Zaraz będziemy na miejscu! Ponieważ za moment faktycznie byliśmy już pod domem, dojeżdżając doń cało i zdrowo, to prawda o dźwięku wiodącym mnie na miejsce bezpiecznego bytu, jak najbardziej się potwierdziła.
         Wartość ciszy najbardziej zacząłem doceniać, gdy grałem w zespole. Przemieszczając się z miasta do miasta, przebywając bez przerwy w dużej i hałaśliwej grupie, koncertowałem i i próbowałem do trzech razy dziennie. Skrawki nadarzającej się w międzyczasie ciszy chłonąłem jak lekarstwo, a milczenie zdawało mi się być kwintesencją życia i najwyższą racją stanu. Pusta widownia czekająca na hałas...

cisza fot. W.Chyliński

...jawiła się oazą, w której rozparłszy się wygodnie, mogłem w myślach rzucać słowa na wiatr milczenia. Jednak pełną wartość ciszy poznałem dużo później.
Mając już swoje lata odkryłem nagle, że cisza i milczenie bywają często najlepszymi przyjaciółmi miłości. Choć nie podejmuję się w żaden sposób sformułować definicji tego uczucia, to wiem, że by kochać wcale nie trzeba mówić. Nie trzeba używać słów. O tym, że to wiem przypomniał mi niedawno Mateusz Iwaszczyszyn, który do mojego tekstu dopisał muzykę, nagrał i przysłał próbkę piosenki. Tak więc, gdy się drogi czytelniku zakochasz na zabój, to wiedz, że zawsze możesz zwrócić się do swej miłości tymi słowy:
Kochając mnie bez tchu 
Milczeniem do mnie mów/
Wzruszając się mnie wzrusz
Lecz nie używaj słów
I mów Ciągle mów
A mówiąc nie używaj słów

          Używanie tekstu tej piosenki w miłosnych rozmowach polecam szczególnie tym, którzy już nie pamiętają od kiedy się znają. Bywa, że sformułowana w piosence prośba działa.


NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 2

Zosia

2010-02-20 20:42:21
Mogę tylko dodać do tego kapkę dnia dzisiejszego i wodną stróżkę ciszy ...co płynie jak dźwięczny miodowy Śmiech Elwiry...to szaleńcza opowieść o miłości dźwięku do ciszy.
Wieczorem...

donar

2010-02-21 13:56:04
Czyta się Ciebie bosko.Kojące.
Ze mną jest podobnie.Hałas,gwar i pulsujące głośne chwile wypełniają moje życie,dlatego tak bardzo doceniam ciszę i spokój.Choć dla mnie cisza też jest dźwiękiem,ale piano lub nawet pianissimo.
Pozdrawiam.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)