14 marca, 2010

Arogancja Aroganta

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:28
          Tytułowy środek stylistyczny, to trochę takie masło maślane, a jednak zawarta w tej zbitce energia może być niezłym ładunkiem wybuchowym. Arogancja, to pyszałkowata, bezczelna pewność siebie, powiązana z okazywaniem innym tego, że się z nimi nie liczy, że się ich lekceważy. Najczęściej przypisywana jest konkretnym osobom, ale o arogancji instytucji, prawa, bądź władzy też często można mówić.
          Czytam, jak zwykle, kilka książek na raz. Obecnie prócz pracy Marii Boguckiej "Anna Jagiellonka" i książki "Historia Partii Umiarkowanego Postępu /W Granicach Prawa/", którą napisał Jarosłav Hasek, moją uwagę najbardziej przykuwa pamiętnik gen. Władysława Andersa pt. "Bez Ostatniego Rozdziału - Wspomnienia z lat 1939-1946".
Wspomnienia Andersa są najlepszym przykładem, już nie tyle na arogancję jakieś jednej władzy, ale na bezczelną arogancję twórców historii świata, władców z trzech mocarstw, które tę historię tworzyły tylko dla siebie i tylko pod potrzeby - Rosji, Stanów Zjednoczonych i Anglii. Powie ktoś, że to właśnie jest polityka i będzie miał rację tyle, że co to za polityka? Okłamać, naobiecywać, wykorzystać, a potem udawać głupka. Najbardziej bolesna dla Polaków była arogancja Anglików, którzy swego wiernego sojusznika, walczącego z Niemcami od początku wojny, pozwolili rozebrać z terytoriów, a potem z obłudnym uśmiechem tłumaczyli, że będzie najlepiej, gdy Stalin urządzi im ojczyznę. Nie pomogły próby Generała, by przypomnieć ludziom Zachodu o ich obietnicach i zobowiązaniach. Nie pomogły spotkania i tłumaczenia w jak trudnej sytuacji są Polacy. Nie pomogły nalegania, by nie handlować Polską. Słuchali i nic nie słyszeli, jak podczas spotkania na froncie włoskim przed Linią Gotów, z członkiem angielskiego, wojennego rządu - Clementem Richardem Attlee, późniejszym premierem. Wszystko wzięło w łeb, bo arogancja Stalina spotkała się z arogancją Churchilla i Roosevelta.
Oczywiście można tę arogancję, jak w Rosji, nazwać geniuszem. Lepiej jednak - podłym świństwem.

general-anders-w-rozmowie-z-przyszlym-premierem-wielkiej-brytanii-clementem-richardem-attlee

          Czytając te wspomnienia przeraża arogancja aroganta Churchilla, który w imię trzymania tyłka Anglii na słońcu sprzeniewierzył się przyrzeczeniom i podpisanym traktatom, usuwając Polskę na wiele lat w mroźny cień Rosji. Ta mega arogancja, pod płaszczykiem polityki, kosztowała Polskę zastój cywilizacyjny i kompletną marginalizację na wiele, wiele lat. Że też Anglicy wciąż mają dobre samopoczucie?
         A co z naszą, domorosłą arogancją? Za czasów, gdy na wskutek arogancji trzech wielkich mocarstw taplaliśmy się w kałuży socjalizmu, nasze polskie chamstwo, miało się bardzo dobrze. Trudno zapomnieć tych, którzy decydowali jak mam żyć, gdzie mieszkać, czego się uczyć, co jeść, co czytać , myśleć i mówić. Nie zapomnę tych bab w urzędach, które "mogłyby, ale nie muszą, więc im się nie chce" i tej odzywki, gdy na wpół zgięty wchodziłem do urzędu - Nie widzi, że jem śniadanie. W piątek przyjdzie, ale rano, bo tu kolejki są.
          Nadejście nowego witałem także z nadzieją, że sczeźnie gdzieś ta powszechna pogarda dla drugiego człowieka. Od dwudziestu lat taplamy się w czystej wodzie rywalizacji i konkurencji, reguł, które arogancję powinny wbić głęboko w ziemię. A jednak... Często spotykamy, że lekarz w szpitalu, czy przychodni lekceważy pacjenta, ale gdy go spotka pod swoim prywatnym gabinetem, zmienia się w - jestem do usług. Miły, troskliwy, grzeczny, uczynny i co najważniejsze - z ignoranta zmienia się w fachowca. Wytłumaczyć to zjawisko jednak potrafię - KASA łeb schyla i uprzejmości uczy.
Staram się należeć do ludzi, którzy na prośby przyjaciół i znajomych reagują, okazując zainteresowanie i pomoc. A przynajmniej próbuję takim być. Nie zawsze mogę pomóc, ale gdy już się decyduję, to wszystko robię dwa razy lepiej, niż normalnie. Wszak to znajomy, wszak przyjaciel... Nie potrafię więc zrozumieć, gdy znajomych i przyjaciół, którzy przychodzą po pomoc i wcale nie chcą tej pomocy za darmo, odstawia się do najciemniejszego kąta. A już kompletnie nie rozumiem, gdy do niespiesznej pomocy dokłada się arogancję i impertynencję. Jak się czuje ktoś, kto płaci i musi znosić narowy niby znajomego "fachowca". Jest miło i grzecznie, dopóki trwają rozmowy. Sytuacja się zmienia, gdy wynagrodzenie za usługę jest już ustalone. Ten ktoś, niemal chwilę potem, okazuje jawne lekceważenie, gdy może poniży klienta w towarzystwie, wiecznie nie ma czasu, a na zwrócenie uwagi reaguje takim ładunkiem chamstwa, że przyzwoitego człowieka zatyka. Skąd to chamstwo? Cholera wie i poza cholerą nikt więcej.
          Mamy piec gazowy pewnej firmy. Gdy budowaliśmy dom i wszystko liczyliśmy dwa, a nawet trzy razy, to piec nie mógł być przecież Mercedesem w branży grzewczej. Był "Maluchem", więc tani. Nic też dziwnego, że co jakiś czas nawala. Problem z tymi awariami byłby mały, gdyby nie to, że w mieście jest tylko jeden serwis, a właściciel serwisu i serwisant w jednej osobie, polecony przez znajomych, chyba polubił nasz piec, bo przychodzi do niego kilka razy w roku. Za każdy przejazd życzy sobie więcej, niż chciałby taksówkarz, a gdy po godzinie grzebania w rurach i rurkach dojdzie, którą śrubkę należy dokręcić, wygłasza wykład na temat ogrzewania gazowego. Na naszą prośbę, by zrobił raz, a dobrze, nie reaguje. Rachunek za to za każdym razem jest tak wysoki, że robi się zimno. Na zwróconą uwagę, iż za wykład płacić nie chcemy, bo pogadać to sobie sami umiemy, nasz polecony fachowiec sięga po argument chamstwa, że on może przecież nie przyjeżdżać, nikt mu łachy nie robi, to w końcu on tu jest fachowcem i się zna, a takich jak my, to on ma w dupie i... wtedy, wstyd się przyznać, ale to my pokorniejemy i my schylamy głowę. Nie chcemy jeszcze wymieniać pieca, a fachowiec w całym Trójmieście jest jeden. Stojąc więc w sytuacji braku wyjścia płacimy, nie zważając na chamskie odzywki. On wychodzi, a my zaczynamy marzyć, iż będzie kiedyś tak, że nasz piec się rozwali do końca, a my będziemy mieli trochę zbędnej gotówki. Asia mówi wtedy - A gdy będziemy kupować nowy piec, to bez żadnych znajomych i poleceń, I najpierw sprawdzimy ile jest w mieście serwisów. A potem "...popłyniemy daleko, jeszcze dalej niż te obłoki. Pokłonimy się nowym rzekom, odkryjemy nowe zatoki..."


jeziorak-sierpien-2008-r-213

          Brak wyjścia jest tym co żywi każdą arogancję. Tak było w Teheranie i Jałcie, tak jest w sprawach dzisiejszych. Tak jest, gdy polegasz na niby przyjaciołach i tak jest, gdy w całym mieście tylko jeden gość ma licencję na to, by naprawić twój piec. Niby wiem to od dawna, a jednak przeciw chamstwu nie umiem nic poradzić, gdy nie można się trzymać od niego na odpowiednią odległość.
          By nie kończyć tych dzisiejszych dywagacji w smutnym nastroju, to tym, którzy czytali moje ostatnie wpisy i obserwowali rozwój sytuacji z piosenką "Mina Tyma", pragnę donieść, że po pięciu tygodniach przebywania na pierwszym miejscu listy przebojów w polonijnym radio w Chicago piosenka spadła na drugie, potem na trzecie miejsce, by wczoraj znowu powrócić na szczyt, Także w Koszalinie od dwóch tygodni "Mina Tyma" okupuje pierwsze miejsce. Andrzej Donarski wysłał "Minę..." tylko do tych dwóch rozgłośni. Teraz trochę żałujemy, że się bardziej do pocztowych powinności nie przyłożyliśmy. "Mina Tyma czyli Zima Trzyma" wciąż trzyma mimo, że wiosna już tuż, tuż. NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 4

szczepan

2010-03-15 11:42:42
Tak, jak na naszym tak i na tym duuużym podwórku nic się nie zmieniło. Będziemy co najwyżej dobruchani ładnym uśmiechem panów z Rosji, Anglii, czy Ameryki. A póki co ze złości możemy napisać ich małą literą. Aż sami nie będziemy mocni. A rzeczywiście będziemy dopiero - kiedy bez względu na porę facet od pieca niezmiennie prócz fachowości serwował będzie (z natury płynący) szacunek...
Już czas na małe conieco.
Planuję wieczór z Jasiem Mayalem (tym od "Blues for Jenny" i "Larry Canyon") mam 10 czarnych LP i jest czego słuchać.. pozdrawiam Szczepan. Jeno jeszcze przedtem Wielki Tydzień...

waldek

2010-03-15 18:44:01
Do Szczepana
A więc do zobaczenia i usłyszenia po Wielkim Tygodniu. Pomysł z Mayalem wyborny.

donar

2010-03-16 00:21:08
Kurde!Podłączyłbym się.

waldek

2010-03-16 00:53:28
Do Donara
A ile to roboty?

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)