11 września, 2010

Szczęście niepojęte

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:07
Co jakiś czas łapię się na tym, że na widok kogoś, kto odwiedza mój dom krzyczę - O szczęście niepojęte! Zwrot ten został mi jeszcze z czasów, gdy jako nieopierzone chłopię biegałem na ul. Czarną we Wrzeszczu do kościoła na religię. Tam w formie śpiewanej wryto mi w pamięć strofę "... O szczęście niepojęte, Bóg sam odwiedza mnie...". Jak się dołoży do tego mądrość ludową, że "Gość w dom, Bóg w dom", to mój okrzyk na powitanie jest całkiem wytłumaczalny i na miejscu. Czyżby? Niepojęte, to niezrozumiałe, nie dające się ogarnąć ani rozumem, ani uczuciami, ani żadnymi zmysłami, jakimi człowiek dysponuje. Skoro tak, to o jakim szczęściu mowa? Czyżby istniało szczęście, które się czuje nie czując? Rozum mi podpowiada, że takiego szczęścia nie ma, a wspomnienia z Pierwszej Komunii jakoś nie chcą się z tym pogodzić - w końcu dostałem zegarek. Nie było to szczęście niepojęte, bo Andrzej Lewandowski dostał wyścigówkę, ale zegarek to też coś. Od tamtej pory mogłem się już starzeć i jeśli wierzyć księdzu, zbliżać się do Boga. I pomyśleć - dzięki głupiemu, ruskiemu zegarkowi nieskończoność i nieśmiertelność zaczęły w głowie trzecioklasisty znaczyć jedno i to samo, stając się zarazem osią problemu, który sprowadzić można do prostego pytania - co ja tu robię, po co i co dalej? Ciekawe jakie pytania zadawał sobie Andrzej patrząc na rower? Tak, więc szczęście niepojęte w praktyce nie istnieje i, co tu gadać, oszukuję każdego gościa, choć autentycznie cieszę się na jego widok, o ile jest to gość zapowiedziany. Gdy na przykład widzę Karola Maciejewskiego... karol-maciejewski-fot-roza-lincer to moje szczęście jest jednak pojęte, choć ogromne. Być może byłoby niepojęte, gdybym go nie widział i z tego powodu się cieszył, ale wtedy należałoby mnie odstawić na badania do psychiatry. I w ten sposób doszedłem do tego, o co mi od samego początku chodziło. Według mnie ten, kto czuje szczęście niepojęte, to albo ma zepsuty zegarek, albo nigdy nie jeździł na wyścigówce, albo nie zna nikogo takiego, jak Karol i nie może go do siebie zaprosić. Bo gdy Karol w dom, to... Tu mógłbym zakończyć swoje dywagacje, lecz wczoraj, gdy siedziałem przed telewizorem, medialnie i niezapowiedzianie odwiedził mnie Jarosław Kaczyński. Już chciałem krzyknąć - O szczęście..., ale przypomniałem sobie o ułomności dalszego ciągu tego okrzyku. Jednak im dłużej patrzyłem na obrazki sprzed krzyża na Krakowskim Przedmieściu i z jakiegoś zlotu wyznawców Jarosława, uświadamiałem sobie coraz bardziej, że... obroncy-krzyza-przed-palacem-prezydenckim-fot-robert-kowalewski-agencja-gazeta szczęście niepojęte chyba jednak istnieje. Myśli, oczy i ręce zwrócone w kierunku Guru... PIS POD PAŁACEM PREZYDENCKIM świadczyły o tym, że rację miała siostra zakonna, gdy mówiła mi przed pierwszą spowiedzią, że jak się wyspowiadam, to poczuję takie szczęście niepojęte, że z kościoła do domu, około 2 kilometrów, będę biegł szybciej niż zwykle i wcale się nie zasapię. Biegłem, by to sprawdzić i nie tylko się zasapałem, ale na dodatek spociłem. Wtedy brak odczuwania w sobie szczęścia niepojętego zwaliłem na kiepską pamięć i zapomnienie przy spowiedzi jakiegoś grzechu, ale teraz nic mnie nie tłumaczy. Gdy widzę w oczach tłumu przy Kaczyńskim, to co widzę, to oczywistym jest, że istnieje coś takiego, jak szczęście niepojęte. Wie to, po spowiedzi u Kaczyńskiego, również posłanka Elżbieta Jakubiak, która ze szczęścia niepojętego wprost zaniemówiła. Tak, więc moja teoria w całości bierze w łeb. Wystarczy, że w Warszawie zbierze się grupa starszych pań, które chyba nie mają kochających rodzin, mężów, dzieci, wnuków, za to mają dużo czasu i jeszcze więcej strachu przed życiowym rozliczeniem i tym, co nieuniknione..., przewodnia-sila-narodu a już wszędzie dookoła zaczyna unosić się narodowo-kościelno-pisowskie szczęście. Szczęście to niepojęte.... O, Jezu wspomóż łaską. NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 3

Kazimierz Klimek

2010-09-11 20:54:34
mysle, ze dobrze to ujales - czasami (choc nie zawsze) niezapowiedziana wizyta moze stac sie "szczesciem niepojetym", moze niekoniecznie tym z religijnej piosenki

chodzi o to, ze cos sie moze w naszym dniu, sekundzie, minucie raptownie zmienic, czego w swoich myslach nie mielismy - wiec jest to jakas niepojetosc na pewno, a byc moze wlasnie szczescie. Jestesmy zwierzakami,ktore z jakichs powodow wciaz staraja sie chyba zmieniac swoje sciezki, przyzwyczajenia (szczegolnie, jak jestesmy mlodzi, ale niekoniecznie oznacza to fizyczny wiek) - wiec pewnie nie tylko niepojete, ale i wlasnie szczescie

Ale takze i zapowiedziana wizyta moze byc "szczesciem niepojetym" i tez w jakims stopniu czuje, ze sa osoby, ktore juz przez to samo, ze sie pojawia, potrafia radykalnie zmienic moje nastawienie do swiata, nastawiam sie na cos zupelnie innego i Bogu dziekuje za takie wizyty. Sa oczywiscie tez takie wizyty, w ktorych nawet nie chce mi sie emocjonalnie angazowac i oznaczaja (niestety) nic innego, jak odbebnic - to moze nawet nie jest tych ludzi wina - jak to sie u nas mowi - chemistry - czyli musi nastapic reakcja.

Na temat "odwiedzajacego nas" ostatnio czesto i namolnie pana Jaroslawa - nie bede sie rozpisywac. Uwazam, ze albo nie zdaje sobie sprawe, ze wchodzi w butach i brudzi, albo zdaje sobie sprawe, ale go te jego gosciny (i to, ze nie jest witany) nie interesuje. Moze to jest wszystko, co potrafi - wpierniczac sie nam ciagle w dzien codzienny.
Po "jego nowej wersji historii", jaka nam zademonstrowal kto byl bohaterem i czyj program byl rzekomo sluszny w Sierpniu 80 - jako czlonek (niezasluzony, ale jednak) Solidarnosci - symbolicznie wykreslilem go ze swojego zwiazku - ma to pewnie taka sama moc jak komisja Maciarewicza, no ale trudno, juz nic wiecej idiocie zrobic nie moge, to chociaz to. Bohaterek Lesio K. dostal kopa ode mnie w tylek, choc to pewnie nawet i nie jego wina. Byl kiepskim prezydentem, ale moze w sierpniu 80 w ramach swoich 5 minut moze byl pomocny na tyle, na ile doktorek prawa pracy z leninowska koncepcja mogl byc - nawet dokladnie nie wiemy, ktore z ostatecznie przenegocjowanych sformulowan sa jego autorstwa (jesli jakies).

Krzysztof

2010-09-13 18:51:43
cześć Waldku.
Nie domyśliłbyś się kto jest autorem wspomnianej przez Ciebie pieśni. Pieśń "Pan Jezus już się zbliża" napisał starszy brat mojego dziadka ks. Antoni Kowalkowski, proboszcz i budowniczy pięknego kościoła w Rytlu. Ale On rzeczywiście myślał o innym szczęściu. Inną jego pieśnią jest "Kiedyś o Jezu chodził po świecie".
Pozdrawiam
Krzysztof

waldek

2010-09-13 19:03:58
do Krzysztofa
A to Ci dopiero... Chyba do końca życia będziesz mnie zaskakiwał. Swoją drogą ta piosenka jest moją ulubioną pieśnią religijną. To jedna z niewielu, które nie "omdlewają" i zawodzą. Talenciarz ten Twój dziadek.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)