20 listopada, 2010

Prezes nie dojechał.

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:18
         Byliśmy na zabawie w zaprzyjaźnionej szkole żeńskiej, bo handlowej. My byliśmy ze szkoły męskiej, bo z Technikum Budowy Okrętów. Był początek lat siedemdziesiątych. Hendrix był królem, Black Sabbath, Deep Purple, Jethro Tull i Led Zeppelin szalały w radio Luxembourg i... w sali gimnastycznej zaprzyjaźnionej szkoły. Podrygiwaliśmy w takt muzyki, puszczanej z płyt przemycanych przez marynarzy, mierząc wzrokiem co ładniejsze koleżanki, gdy nagle Manson, czyli kolega Henryk C., postanowił pokazać, że mimo conradinowskiego munduru, w głębi duszy jest absolutnym hipisem, dzieckiem-kwiatem i pacyfistą. Rzucił się na ziemię i w dziwnych konwulsjach tarzał swój kadłub i członki po parkiecie, potrząsając do rytmu głową. Chyba tylko my rozumieliśmy mowę jego ciała i nikt poza nami, bo nagle zapaliło się światło i dyrektor zaprzyjaźnionej szkoły brutalnie wyprowadził Mansona poza jej mury, inaczej mówiąc wyrzucił go na zbity pysk. W geście solidarności i oburzenia również opuściliśmy zaprzyjaźnioną, żeńską szkołę średnią, która przestała być zaprzyjaźniona.

moja-klasa-w-conradinum

Nauczycielka, która jako opiekun, w zastępstwie naszej wychowawczyni, była na tej zabawie z nami, następnego dnia w Dzienniku umieściła uwagę, że uczeń Henryk C. upił się na zabawie. Gdy z chorobowego do pracy wróciła nasza wychowawczyni i przeczytała wspomnianą uwagę, wbiła oczy w kurczącego się w ławce Mansona i wyglądała tak, jakby chciała go zamordować. W tym momencie siedzący w ostatnim rzędzie Gomuła, zwany czasami Mułem, podniósł rękę. - Tak Michał - spytała profesor Zofia R. - czy chciałbyś coś wyjaśnić? - Chciałem tylko powiedzieć, pani psor, że to nieprawda. -Tak? - zaciekawiła się Zofia R. i wyraźnie było widać, jak na jej wzburzone, niczym sztormowe morze oblicze wpływa okręt nadziei, który na swych żaglach niesie wieść, że to jakaś pomyłka, że to nie możliwe, by w jej klasie, ktoś mógł się tak skandalicznie zachować na zabawie. - Mów Michale - rzekła, czekając na dobre wiadomości - Powiedz, że to nieprawda. - To nieprawda, pani psor, Manson nie upił się na zabawie, on upił się przed zabawą, a na zabawę przyszedł już kompletnie pijany.
           Tak jak wtedy, tak i teraz uśmialiśmy się z tej historii do łez, gdy na kameralnym spotkaniu dawnych kumpli z Conradinum, przed kilkoma dniami wspominaliśmy stare czasy. Patrząc na zdjęcie można by sądzić, że to było zwyczajne spotkanie paru znajomych. Może przyjaciół?

spotkanie-vd-tbo
fot. Zbyszek Szefka
Ot, przysiedli przy stole, zjedli kanapki, napili się wódki, pogadali o starych i nowych czasach, ważnych i nieważnych sprawach. I w samej istocie rzeczy było to spotkanie starych, dobrych przyjaciół. Był Piękny Lolo, był Szarik, był Męska, był Lutek, był Maniek, byli też:Szefka, Pragert i Detlaff, którzy dzięki niepospolitości swoich nazwisk, przezwisk się nie dorobili, był Galuś i ja, Chyła. Nie było Prezesa Płaczka, który z Wielkopolski pisał ostatnio, że dzięki mojemu blogowi może częściej odwiedzać rodzinne strony w Orłowie. Nie było Koczisa, nie było Szczechuli, nie było Trampka i nie było Hansa i Jarzyny. Nie było jeszcze kilku innych kolegów. Szkoda. Wieczór udał się nam nadzwyczajnie, bo nad naszym spotkaniem przez cały czas fruwał piękny anioł dobrego, jak dotąd, losu.

szarik-i-maniek
fot. Zbyszek Szefka
           Poznaliśmy się, będąc jeszcze dziećmi, bo co to jest mieć piętnaście lat. Na pięć lat związała nas szkolna ława i klasa Vd - rocznik 1968- 1973. Gdy zdawaliśmy maturę i egzaminy zawodowe byliśmy już facetami, jak się patrzy. Przed nami rozciągało się bezbrzeżne, zdawać by się mogło, pole życia, za nami zostawała młodzieńczość, a my ubrani w nadzieję i wyposażeni w bezinteresowne przyjaźnie kolegów ruszyliśmy na podbój życia i... niewieścich serc. Jakież to wszystko wydawało się proste, jasne i przyjemne. Minęły lata...

od-lewej-lutek-piekny-lolo-i-meska
fot. Zbyszek Szefka
           W sopockiej kawiarni z satysfakcją stwierdziliśmy, że los był dla nas łaskawy. Mamy dobre rodziny, domy, stanowiska, firmy i jeszcze, jako takie zdrowie. By szczęścia nie było za mało, to mamy jeszcze, od czasu do czasu, siebie i takie wieczory jak ten ostatni. Chłopaki poprosili bym coś zagrał i zaśpiewał. Nie byłem przygotowany, więc się trochę opierałem i wtedy przysiadł się do mnie Detlaff, który w Jastarni jest jednym z najlepszych szyprów.

pragert-chyla-i-detlaff
fot. Zbyszek Szefka
- Wiesz, słyszałem w radio, jak twoje piosenki puszczali. Ty mi powiedz - zaczął - Czy ty, tak w domu, to jeszcze bierzesz czasami gitarkę i pośpiewasz sobie trochę? Ot tak, dla siebie, nie dla pieniędzy? - Bo ja wiem - zacząłem się zastanawiać i zrobiło mi się głupio- chyba już nie. - No, to dobrze, bo to jak u mnie. Wiesz, mnie ryby też już całkiem obrzydły - rzekł zadowolony Kazimierz i wychylił strzemiennego, gdyż właśnie zajechała po niego żona. Zrobiło się późno, a do Jastarni daleko. Przyjaźń, szczególnie ta rzadka, bezinteresowna, taka, która służy pomocą, nie oczekując rewanżu, to w dzisiejszych czasach rzecz nieczęsta.
Zaśpiewałem kolegom kilka swoich piosenek i na następnym spotkaniu zaśpiewam znowu. Może Prezes dojedzie? Nim to jednak nastąpi posłuchajcie, jak stary, dobry przebój o przyjaźni - You've got a friend - Jamesa Taylora & Carole King śpiewa Beata Bartelik, która przysłała mi to nagranie dopiero co, jako prezent bez okazji...

beata-bartelik-na-scenie
fot z archiwum B.B.

...za to w imię przyjaźni. Za przyzwoleniem artystki przekazuję go Wam. W imię przyjaźni. Wystarczy zawołać, jak śpiewa Beata, by się dowiedzieć, że się ma przyjaciela.



Do zawołania, do zobaczenia.

PS. 24 listopada w "Caffe Anioł" w Gdyni o godzinie 19.00, wraz z Beatą Bartelik i Adamem Drągiem mam nadzieję wystąpić i z przyjemnością zaśpiewać kilka swoich starych piosenek. Zapraszam. NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 2

Darek BOOM Dziadkiewicz

2010-11-21 10:33:44
Smakowity kąsek. Wstyd się przyznać , ale o Beacie to ja się od Ciebie tutaj dowiedziałem (choć może gdzieś kiedyś się o postać otarłem). Świetnie podane , sympatycznie zaaranżowane. Standard stary, lecz jary. No i ta pronunciation ! Anglistów tu Ci wokół mnie dostatek, a cisza zapadła. No objection !
Proszę przekazać wyrazy Pani BB od DD

waldek

2010-11-21 12:15:23
Do Darka
Beata jest świetna. Wiem to odkąd ją poznałem. Wszystkie dobre słowa od Ciebie przekażę, a tymczasem "kliknij" u mnie na podstronę "Piosenki-Nagrania-Teledyski". Znajdziesz tam Beaty trochę więcej. Pozdrawiam.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)