11 czerwca, 2011

Lwy w bursztynie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:37
          Dzisiaj w Gdyni zostanie ogłoszony werdykt kolejnego, 36. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, a laureatom zostaną wręczone m.in. takie oto nagrody:

bursztynowe-lwy fot. Ewa Rachoń
fot. Ewa Rachoń

          W 1973 roku miałem dwadzieścia lat i szukałem swojego miejsca w życiu. Śpiewając, a przede wszystkim pisząc wiersze i teksty piosenek trafiłem do środowiska studenckiego w Żaku, które w tamtym czasie, jako dodatek do Dziennika Bałtyckiego, zaczęło wydawać Dziennik Akademicki. Dziennik Akademicki wychodzi do dzisiaj, choć wtedy nic nie wskazywało, że ten pomysł przetrwa tyle lat.
          W 1974 roku w Gdańsku po raz pierwszy zorganizowano Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Oli Zielińskiej, która była szefową Dziennika, i nam, młodym dziennikarzom powierzono zadanie prasowej obsługi tego Festiwalu. Przy takich okazjach w Żaku zawsze sprawdzał się pomysł wydawania biuletynu. Taki biuletyn wydawaliśmy w trakcie sławnych wówczas "Spotkań Jesiennych". Nic nie stało na przeszkodzie, by na festiwalu filmowym także spróbować coś takiego zrobić. Zaopatrzeni w czarne znaczki, na których widniało gęsie złote pióro i napis: PRASA, zaczęliśmy pisać do biuletynu, który był zbiorem wszelkich festiwalowych informacji, plotek i pierwszych recenzji. Długie lata jeden z numerów tego okazjonalnego wydawnictwa pałętał się w moich szpargałach, ale dzisiaj, gdy spróbowałem go odnaleźć, jak kamień w wodę przepadł. Po znaczku też śladu nie ma.
          Główne pokazy filmowe odbywały się w gdańskich kinach Leningrad i Znicz, ale prawdziwe festiwalowe życie toczyło się w Sopocie. Publiczność pchała się do kina Bałtyk i Polonia, które wyświetlały konkursowe filmy, a artyści siedzieli we wszystkich okolicznych hotelach i knajpkach. Nasze prasowe biuro, o ile dobrze pamiętam, mieściło się w samym centrum tego zawirowania, w sopockim Empiku i to tam mogłem z bliska oglądać sławnych i... sławnych, bo bogatych wtedy jeszcze nie było. Wygrał "Potop" Hoffmana, ale na mnie największe wrażenie zrobił film "Jej portret" Mieczysława Waśkowskiego, z Małgorzatą Pritulak, która zdobyła główną nagrodę w kategorii filmów telewizyjnych za najlepszą rolę kobiecą.

malgorzata-pritulak-i-zdzislaw-maklakiewicz
fot. Muzeum Kinematografii w Łodzi

          O dziwo, jury zupełnie nie doceniło filmu "Nie ma mocnych", który zdobył jedną z nagród publiczności. Ważniejszymi nagrodami obdarowano za to wiele filmów, o których dzisiaj nikt już nie pamięta. Ja natomiast pamiętam, że mając do dyspozycji służbową taksówkę, któregoś dnia podwoziłem z Sopotu do Gdańska Jana Nowickiego na pokaz filmu "Sanatorium pod Klepsydrą". Nowicki, jeden z najprzystojniejszych i najlepszych aktorów w Polsce, grał u Hasa główną rolę. To podwożenie uleciałoby mi z pamięci, gdyby nie pewien epizod...
          Za przystojnym Janem Nowickim kobiety szalały zawsze, co było rzeczą dla wszystkich zrozumiałą i oczywistą. Jak bardzo Jan Nowicki potrafił zalety swojej urody i sławy wykorzystywać w praktyce, zobaczyłem w trakcie tamtej podróży. Przejeżdżając przez Wrzeszcz zatrzymaliśmy się na czerwonych światłach skrzyżowania ulic: Grunwaldzkiej, Miszewskiego i Hibnera (dzisiaj  Do Studzienki). Obok nas zatrzymał się samochód prowadzony przez młodą, piękną kobietę. Kilkunastu sekund potrzebował aktor Nowicki, by wysiąść z taksówki, pogadać z kobietą za kierownicą, wrócić do nas nim zapaliło się zielone światło i zatrzaskując drzwi samochodu z radością w głosie oznajmić - Dzisiaj o ósmej. Jakże ja mu wtedy zazdrościłem.
          Kilka dni temu, za sprawą przyjaciółki z tamtych lat, Ewy Rachoń - szefowej gdańskich, międzynarodowych targów Amberif dostałem kilka zdjęć z pracowni, którą dobrze znam. O tym, że Karol Maciejewski, znakomity plastyk i nasz przyjaciel także z tamtych lat, będzie robił z drewna wenge, srebra i bursztynu statuetki na tegoroczny festiwal, wiedziałem już od jakiegoś czasu, ale to dzięki Ewie, jako jeden z pierwszych mogłem zobaczyć owe statuetki i Karola przy pracy.

karol-i-nagrody-fot-ewa-rachon

          I tak oto, bez mojej intencji, woli i wiedzy, za sprawą przyjaciół znowu ożyły wspomnienia. Przychodzi mi do głowy myśl nienowa, że chodzimy wciąż po własnych śladach. Choć nam lat przybywa, nasze stare ścieżki wciąż biegną obok nas, czasami się przed nami krzyżując. Wspominając idziemy dalej i tylko patrzeć, jak za chwilę znowu wpadniemy na samych siebie. I oby się ten film kręcił jak najdłużej.
PS. W poniedziałek będę gościł u olsztyńskich przyjaciół. Wraz z nimi: aktorką Martą Andrzejczyk, pisarką Hanią Brakoniecką i muzykiem Mateuszem Iwaszczyszynem o godzinie 19.00 wystąpię w "Spichlerzu" na Starym Mieście w Olsztynie. Serdecznie zapraszam.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)