28 sierpnia, 2011

Dla kurażu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:22

          Może to przez ostatnie strajki kolejarzy, a może przez to, że za tydzień mój syn się żeni, a może z zupełnie innych, tajemnych i niezrozumiałych teraz przyczyn przypomniał mi się dzisiaj mój pradziadek.

weronika-i-jan-chylinscy-z-dziecmi

          Pradziadek miał na imię Jan. Po nim właśnie mój syn Radek na drugie też ma Jan. Prababcia nosiła przepiękne imię Weronika i choć nie była kobietą zbyt mocarną, urodziła Janowi pięcioro dzieci, w tym pierworodnego Leona, mojego dziadka, którego na powyższym zdjęciu nie ma. Jan do Polski przyjechał z Niemiec po pierwszej wojnie światowej i osiedlił się w Nakle nad Notecią. Był kolejarzem, kierownikiem pociągów, które kursowały między Polską a Trzecią Rzeszą. O pradziadku wiem tyle, ile zapamiętał mój ojciec.
Dziadek Jan był osobą niezwykle pedantyczną, systematyczną, zorganizowaną i punktualną. Gdy ktoś w rozmowie rzucał, że przed wojną zegarki można było regulować według ruchu pociągów, to memu ojcu nieodmiennie przypominał się dziadek Jan, który w długim, czarnym, kolejarskim płaszczu, zawsze o tej samej porze szedł do pracy na nakielski dworzec brukowaną, aż do mostu przy cukrowni, ulicą Dworcową. Dziadek dla mego ojca był postacią nieskazitelną, godną najwyższego szacunku i poważania. Jedyną słabością Jana, jaką mój ojciec znał, była chwila, gdy po służbie odwiedzał bar, który mieścił się naprzeciwko dworca i gdzie przy ciężkiej, dębowej ladzie zamawiał setkę wódki - dla kurażu przed powrotem do domu. Jak się domyślam patrząc na zdjęcie, życie z moją prababcią Weroniką wymagało od solidnego kolejarza Jana jednak pewnej odwagi.

naklo-nad-notecia-dworzec-miejsce-pracy-mojego-pradziadka

(dworzec to ten drugi budynek w głębi)
          Ponoć Jan nie był człowiekiem zbyt otwartym i wylewnym. Z tego, co zapamiętał mój ojciec, jego dziadek był osobą raczej chłodną i nieprzystępną. Pogłaskanie przez dziadka wnuka po głowie ojciec mój odbierał jako wyraz wielkich rodzinnych więzów i najwyższej, dziadczynej - lub jak kto woli - dziadowskiej czułości.
Nie inaczej i ja, będąc małym dzieckiem, odbierałem gesty mojego dziadka Leona. Radek, niestety, nie miał zbyt wielu okazji sprawdzać temperatury uczuć swojego dziadka, gdyż ten odszedł z tego łez padołu, gdy Radek miał cztery lata. Teraz w rodzinie ślub... Radek już przed miesiącem w Ustce pewne sprawy ostro ćwiczył...
Może niedługo skład naszego pokoleniowego pociągu, powiększony o nowe wagony, ruszy dalej?

 radek-w-ustce1

fot.Kasia

          Za to PKP, jak tak dalej pójdzie - nie ruszy. Słyszałem, że przed drugą wojną światową z Gdańska do Warszawy jechało się około czterech godzin, a może i mniej. A dzisiaj? Od dawna nie korzystam z usług kolei, ale przy okazji ostatnich strajków kolejarzy dowiedziałem się, że teraz tę samą trasę pokonuje się w godzin osiem. Jedni mówią, że to wina rozwalających się torów, inni, że modernizacji sieci, a jeszcze inni, że burdelu, jaki panuje na kolei. Kolejarze nie czują się ani klientami, ani pracownikami tego burdelu, ale domagają się pieszczot i podniet w postaci podwyżek. Osobiście wolałbym, żeby kolejarze, wzorem mojego pradziadka byli bardziej zamknięci w sobie, zorganizowani, pedantyczni i punktualni, a nikomu nie przyszłoby do głowy na widok pociągu zegarek wyrzucać na śmietnik. Może wtedy, zamiast strajkować, mogliby wstąpić po służbie do baru i przy setce wódki, pitej dla kurażu (albo jak kto woli - dla dodania sobie odwagi; ewentualnie - na odwagę), nie musieliby się obawiać własnych żon, a ich dworce nie wyglądałyby tak, jak ten dzisiaj w Nakle nad Notecią...

budynek-dworca-w-nakle-nad-notecia-dzisiaj

gdzie tylko niebo nie straciło nic ze swej urody.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 8

donar

2011-08-28 18:55:55
Wszystkiego naj przez duże N na nowej drodze życia Radka!!!

donar

Małgorzata

2011-08-28 19:45:49
Mój Ojciec w czasach swojej młodości pracował jako kelner w Towarzystwie Wagonów Sypialnych i Zagranicznych "Lee Kuk". Pociągiem pokonywał trasę z Warszawy do Wiednia, a zdarzało się też,że do Moskwy. Z pociągu praktycznie nie wychodził przez dwa tygodnie. Jak opowiadał, moja Mama odwiedzała go "przelotem", kiedy pociąg miał dłuższy postój w Warszawie dla uzupełnienia żywności w wagonie restauracyjnym. Pierwszy raz, kiedy przekraczała próg wagonu zdjęła buciki, aby nie ubrudzić czystego i pięknego chodnika.Przedziały wagonu przypominały małe
wypieszczone saloniki,a obsługa ubrana w pięknie skrojone mundury. Pociąg odjeżdżał punktualnie i przyjeżdżał na miejsce przeznaczenia o wyznaczonym czasie. Podróżni mogli sobie regulować zegarki.Dużo jeszcze upłynie czasu,kiedy doczekamy się bezpiecznych podróży, zadbanych dworców i czystych pociągów.Pozdrawiam serdecznie. Małgorzata Nowak

Waldemar Chyliński

2011-08-28 19:52:29
Do Donara
W imieniu Radka dziękuję i jeszcze dzisiaj Twoje życzenia mu przekażę.

Waldemar Chyliński

2011-08-28 19:54:40
Do Małgorzaty
Zawsze ogromnie się cieszę, gdy moje pisanie otwiera czyjąś pamięć. Serdecznie dziękuje za Twój komentarz i wspomnienia. Serdeczności.

JacekczyAgatka

2011-09-03 09:43:24
Pociągi to dobra rzecz...
Pozdrawiamy serdecznie Was i Radka i życzymy udanego wesela.
Agatka i Jacek

JacekczyAgatka

2011-09-03 09:46:09
no i też ŻYCZYMY ... he he

donar

2011-09-08 13:30:11
Gdzie jest relacja z wesela?-ja się pytam!!!

Waldemar Chyliński

2011-09-08 16:18:14
do Donara
Będzie, będzie... Już doszedłem do siebie. Gdybyś zapisał się na "Facebook", to zdjęcie już byś oglądał:).Pozdrawiam i ściskam.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)