16 paĽdziernika, 2011

Iza

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:50

Swoją pierwszą łódź, trochę większą od kajaka, mój ojciec ochrzcił imieniem Iza. W letnie niedziele pływaliśmy (strzałka na zdjęciu pokazuje moją trzyletnią głowę) Izą po Wiśle, a w czasie wakacji ruszaliśmy kanałami i rzekami na jezioro Ruda Woda i Jeziorak.

ja-na-dziobie-naszej-pierwszej-lodzi-iza

Często to wspominam, a nawet opisuję w swojej, trochę prawdziwej, a trochę nie, wciąż nieskończonej opowieści "Widłąg". Październik, niedziela dzisiaj. Kurz powyborczych emocji już opadł. Zrobiło się nawet trochę nudno, choć za horyzontem grzmi i dudni burza kryzysu. Strajki, demonstracje, zadymy uliczne, awantury... Czyżby znowu nadszedł czas rewolucji? Czyżby historia, która kołem się toczy znowu zakończyła jakiś swój cykl? Naszło mnie przy tej okazji wspomnienie. Co roku, w październiku, wraz ojcem wyciągaliśmy z wody naszą Izę i chowaliśmy ją na brzegu pod dach szopy. Zostawialiśmy ją na Przeróbce - dzielnicy Gdańska, a sami na zimę wracaliśmy do Wrzeszcza, by przez kilka kolejnych miesięcy móc marzyć o następnym lecie. Dla nas w październiku, wraz z końcem żeglarskiego sezonu zamykał się cykl rocznego przeżycia życia. Nie Święta Wielkanocne, Bożego Narodzenia, nie urodziny, imieniny, czy Nowy Rok, ale ostatnie po sezonie zrzucenie z masztu Izy żagli było przełomem, końcem cyklu i rocznego etapu naszej historii. Rosłem, a wraz ze mną rosły rodzinne wymagania i marzenia. Historia co roku się powtarzała. Iza szybko okazała się łódką zbyt małą, jak na nasze potrzeby, więc po Izie był As, a po Asie Poli. Z roku na rok było coraz wygodniej. Pierwsze pałatki zastąpiły namioty, a kocherki, butle z gazem. O gotowaniu na ognisku, rozpalanym między cegłami, zapomnieliśmy dość  szybko.

gotowanie-na-jezioraku

Ognisko z czasem zapalało się już tylko dla wakacyjnej atrakcji, ogrzania wieczornego chłodu i snucia opowieści. Mama opowiadała o swoim biednym, choć szczęśliwym dzieciństwie na wsi, ojciec najczęściej wspominał wojnę. Miał czternaście lat, gdy Niemcy wysłali go do obozu pracy. Rozumiał już, że wojna to zabijanie, niszczenie i sterta nieszczęścia, z którą nie wiadomo, co potem zrobić.

oboz-pracy

Dzisiaj nie ma Izy, ani żadnego z tamtych jachtów. Mało kto dobija do bindugi po to, by rozbić namiot i rozpalić ognisko między cegłami. Nie ma tamtych czasów, ale wciąż jest Wisła, Ruda Woda i jest Jeziorak...

jeziorak

I jest październik - nazwany czas, którego historia kołem się toczy. Jest niedziela, a ja się zastanawiam, czy każde pokolenie musi mieć swoją wojnę, swoją martyrologię, swoich zabitych bohaterów i stertę nieszczęść? Czy historia nie mogłaby się po prostu toczyć tak, by wiosną żagle na maszt Izy stawiać, a jesienią zrzucać? Czy nie ma takiego mądrego, który by wymyślił, by tak było? Głupio pytam. Nie ma.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 5

alicja

2011-10-17 00:44:43
pazdziernik wzbogacony o ten text jest dla mnie teraz inny, przez pryzmat ,,Izy,,- i podoba mi sie juz, od dzisiaj lubie pazdziernik (:

Waldemar Chyliński

2011-10-17 08:22:07
Do Alicji
Dziękuję:). Serdeczności.

Agatka

2011-10-17 10:25:59
Ech... moi rodzice też uwielbiali żaglówki i biwaki,
oczywiście ja z nimi. Mój tata do dzisiaj przesiaduje nad wodą :-)Pozdrawiamy serdecznie Agatka
ps. wzruszające fotografie

Szczepan

2011-10-18 06:56:25
No i rzewnie zrobiło się na duszy. Ja tam wolałem kocherki i prawdziwe ognisko. A burza to nie za - a na horyzoncie. A na burzę lepsza niewielka grota niż najlepszy namiot.

Waldemar Chyliński

2011-10-18 09:03:19
Do Szczepana
Już na horyzoncie, bo ją nie tylko słychać, ale i widać. A co do groty... Pracujemy nad tym:).

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)