05 listopada, 2011

I jeszcze

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:35

Znalazłem coś jeszcze, co uzupełni poprzedni wpis. Otóż na plakatach zespołu BABA skrót nazwy zespołu rozszyfrowano jako: Beatowy Ansambl Bzdur Artystycznych. Oto dowód:

plakat-zespolu-baba

Dla dokumentacji i pamięci dodaję więc jeszcze jedno tłumaczenie, wcale nie tajemniczej nazwy, a jak ktoś zna jeszcze jakieś, to proszę do mnie napisać. Ciekawe też, że nazwisko Kuby Wencla napisano z niemiecka, jako Wenzel i sam już nie wiem, jak jest prawidłowo. Może i tu ktoś mi pomoże? A poza tym bez zmian. Piękna jesień i piękne snują się wspomnienia z dopiero co przeżytych chwil. Wspominam swoją ostatnią podróż do Olsztyna, gdy po drodze, jak zwykle zatrzymałem się w magicznym miejscu, tuż obok Małdyt, tam gdzie Kanał Elbląski wpada do jeziora Ruda Woda...

kanal-elblaski-kolo-maldyt

...gdzie domek dróżnika wodnego, wyglądający jak domek z bajki, przez całe dzieciństwo był dla mnie punktem geograficznym, od którego zaczynał się liczyć najpiękniejszy czas wakacji.

domek-droznika-wodnego

W Olsztynie odwiedziłem bliskiego przyjaciela, który w latach naszej cudownie beztroskiej młodości bywał częstym gościem w akademiku, w pokoju 806 u mnie, Zwoźniaka i reszty towarzystwa, bawiąc nieraz długo i szczęśliwie - Tadeusza Prusińskiego...

tadeusz-prusinski1

...dziennikarza, pisarza i dokumentalistę, a ostatnio także asystenta Prezydenta Olsztyna. U Tadeusza moją uwagę, prócz uroczej Misi, zwrócił też obraz, który przypominał mi formę, z jakiej kiedyś wycinało się modele szybowców. Takie modele do składania można było kupić za mojej młodości w Składnicy Harcerskiej.

tadziu-prusinski-z-misia

Widząc moje zainteresowanie, Tadeusz na chwilę zmienił się w kustosza: - Obraz ten jest autorstwa bardzo ciepłego i mądrego człowieka, sławnego teoretyka sztuki, ale nie tylko, bo jak widać też wybitnego praktyka - prof. Jana Berdyszaka, byłego rektora PWSSP w Poznaniu. Raz i drugi podejmowaliśmy go obiadem przy tym stole - tu Tadeusz wymownie skierował wzrok na stół pod oknem i dokończył - Teraz rektorem tej uczelni, od kwietnia 2010 roku Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, jest jego syn. Chwilę później siedziałem na miejscu profesora i rozsmakowywałem się w ciepłej i cichej atmosferze domu Tadeusza, jak i w kanapkach, którymi częstował. Zapowiadają, że piękna i ciepła jesień potrwa co najmniej do 20 listopada. Oby.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 9

Cezary

2011-11-05 14:16:52
A propos BABY - w tourach z dawnych lat, gdzie zdarzało się nam spotkać słyszałem humorystyczną wersję nazwy tłumaczoną przez samych Artystów jako "Bezmiar Atrakcji Bez Ambicji" Pozdrawiam Cezary (d. Zezowaty Piskorz)

Waldemar Chyliński

2011-11-05 15:18:46
Do Cezarego
Zgadza się. Takie rozwinięcie nazwy także znałem, czego dowód w poprzednim wpisie. Znałem trzy wytłumaczenia, przy czym zapomniałem o Beatowy..., choć nigdy nie słyszałem innych wyjaśnień, to może ktoś...:) Pozdrawiam serdecznie.

Waldemar Banasik

2011-11-05 16:35:58
Chyba wszyscy mamy takie czasy i takie magiczne miejsca. U mnie nazywało się to Leśnym Młynem nad rzeką Czernicą, w której wówczas mieszkało mnóstwo pstrągów i jakieś niezidentyfikowane potwory. Wokół lasy były tak przepastne, że nie sposób było z nich wyjść, jeśli nie znało się dobrze drogi.

Małgorzata Nowak

2011-11-05 16:37:04
Parę lat temu szukałam w Marysinie Wawerskim miejsca mojej byłej rodzinnej posiadłości. Tam też spędzałam wakacje. Niestety, po 50 latach nie rozpoznałam miejsca. Wiele się zmieniło w Marysinie. Może ponownie kiedyś pojadę. Może?

Lena Dziadkiewicz

2011-11-05 17:44:29
Moim magicznym miejscem jest Wierzbica nad Narwią. Długo była miejjscem letnich wakacji, a teraz letni domek stał sie domkiem całorocznym, więc często tam bywam. To miejsce jest pełne wspomnień, ukochane przez moją mamę, mojego tatę i mojego brata. Niestety, oni juz odeszli. Tam tez pochowany jest pies moich rodziców, Anik.

Darek Dziadkiewicz

2011-11-06 09:45:42
Fajne miejsce Waldku. Moje się wiązały z corocznymi 2 mies. wakacjami na wsi Lubolin we wrocławskiem. Tam się czułem dziki i swobodny pasając krowy, paląc ogniska z wierzby, jeżdżąc na oklep, świniobicie, wypiek chleba i "bałabuszek" w piecu babci, żniwa, zapach siana, spichrza, strychu itp. Drugie , to u ciotki na Widzewie w Łodzi (już nie istnieje - jakieś osiedle typu kozentrazion lager lux wybudowano po wyburzeniu starych domów i kamienic). Zaś dzieciom, jako ten od muzyki , robiłem ich nagrania na "grundiku" i tym podobnych wynalazkach. Nawet chyba jeszcze na Tonnetce szwagra. Parę sie zachowało, ale niektóre... rany... nawet odwrócenia tasmy "na lewą stronę" były i to zwykle tych najciekawszych nagrań.

Olek Gorecki

2011-11-06 09:54:22
Waldemar,
Zwracam sie do Ciebie po imieniu, bo kiedys.....dawno, dawno temu (pierwsza polowa lat 80-tych) poznalismy sie na weselu Zbycha Banaszkiewicza.
Pisze do Ciebie, zeby pogratulowac piatej rocznicy bloga i zachecic do dalszego pisania.
Zagladam od czasu do czasu na Twoja strone i z przyjemnoscia czytam kolejne wpisy. Coprawda nazwales to "Codziennosci", co sugerowaloby wspolczesnosc, ale czesto wracasz do przeszlosci.......bardzo mi "pasuja" te nostalgiczne wpisy. Czytanie ich przywoluje moje wlasne wspomnienia........no coz, z wiekiem staje sie czlowiek bardziej sentymentalny. W ramach tych "powrotow do przeszlosci" zorganizowalem kilka tygodni temu wspolne spiewanie przy ognisku BAZUNAPA (Biesiadno Artystyczne Zgromadzenie Utalentowanych Niewatpliwie Artystow Polonii Amerykanskiej). W repertuarze wieczoru byla rowniez Twoja piosenka "Na poduszkach moich dloni"........i znow te wspomnienia. Dla wyjasnienia dodam, ze artysta nie bylem, nie jestem i nie zanosi sie na to, ze kiedykolwiek bede. Moje mozliwosci glosowe sa slabe, ale........zapal do spiewania duzy :)
Jeszcze raz zachecam do wytrwalosci w prowadzeniu bloga. Pisz Wasc dalej, pisz !
Pozdrawiam,
Olek Gorecki

Agatka

2011-11-06 10:31:51
Fajnie Waldku,

Małgorzata M.

2011-11-11 09:01:23
Znalazłam sie tu zupełnie przypadkowo, a właściwie nie całkiem- ze strefy piosenki poprzez wspomnienie o Jacku Zwożniaku. I tak jak moja poprzedniczka spod nr 3 znalazłam coś wspólnego- jestem od Pana starsza o 40 godz i 50 min (na papierze wygląda to 12.09)i urodziłam się na drugim końcu Polski w Krakowie, ale klimaty klubów studenckich drugiej połowy lat 70-tych są jednymi z piękniejszych moich wspomnień, chociaż nie obracałąm się w kręgach ściśle artystychnych, ale wtedy sporo młodzieży śpiewało- i to całkiem nieżle- przy różnych okazjach. Funkcjonowały śpiewniki piosenek z FAMY, rajdowych , poetyckich, Okudżawy….
Ale się rozrzewniłam! Dziękuję Panu za to i jeszcze nieraz zajrzę na tego bloga.Chcę posłuchać piosenki o nocnej Gdynia a dziś ze względu na porę i brak słuchawek nie mogę. Pozdrawiam serdecznie. Małgorzata

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)