12 sierpnia, 2012

Ahoj, Helenko

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:20
          Gdy w ubiegłym roku Michał Juszczakiewicz - aktor i reżyser, który prowadził kiedyś znany program "Od przedszkola do Opola"- zadzwonił do mnie i zaprosił do jury gdańskiej imprezy pt. "Szanty pod Żurawiem" zaskoczony byłem bardzo. Żeglarzem owszem jestem, piosenki śpiewam i piszę, ale z szantą tyle miałem wspólnego, co sobie ją czasem w czasie rejsu, czy zimą przy kominku zanuciłem, wraz z przyjacielem Leszkiem Szczechulą, który pieśni żeglarskie zna prawie wszystkie. Ba, musiałem się potem nawet  tłumaczyć ze swego zasiadania w szantowym jury, co wyglądało tak:"...Tym, którzy się dziwią, jak facet, który do tej pory z szantami nie miał nic wspólnego zasiadł w jury szantowego festiwalu wyjaśniam, że organizator postawił w moim przypadku na inne doświadczenie, niż to związane węzłem ratowniczym z szantami. Podczas prac jury baczyłem na cumy, jakie wiążą piosenkę żeglarską z piosenką ogólną, czyli piosenką jako taką:). Nie bez znaczenia był też mój stopień żeglarski - sternik jachtowy i rodzinne, żeglarskie wychowanie..."
          


          W tym roku Michał również zadzwonił. Zaproszenie do ponownego jurorowania odebrałem z satysfakcją. Widać ubiegłoroczną edycję organizator uznał za udaną i sukces chciałby powtórzyć. Oczywiście zgodziłem się z radością, ciekaw będąc, co usłyszę i zobaczę w tym roku. A do tego ciągnęła mnie jeszcze ta niepowtarzalna atmosfera koncertu, który odbywa się co roku w ramach większej imprezy Baltic Sail, czyli zjazdu żaglowców na Motławie w Gdańsku.



          Ludzie wszystko dzielą, porządkują, układają, nazywają i segregują. Nie inaczej jest w muzyce. W zamierzchłych czasach istniała muzyka dworów i muzyka ludowa. Gdy byłem chłopcem dowiedziałem się, że jest muzyka poważna i rozrywkowa. W muzyce rozrywkowej była piosenka lekka, łatwa i przyjemna, ale istniała tuż obok muzyka z piosenką rockową. Muzyka rockowa w Polsce najpierw nazywała się Muzyką Mocnego Uderzenia, czyli big beatem, bo komunistom dość trudno było przełykać wzorce i nazwy ze zgniłego Zachodu.
          Z czasem dowiedziałem się, że oprócz rocka istnieje piosenka country i jazz, ballada poetycka, czyli poezja śpiewana, piosenka podwórkowa i kabaretowa, której znakomitym przedstawicielem jest Olek Grotowski. Olek odwiedził nas w tym roku nad Motławą.
                  Dzielono więc piosenkę na popularną i zakazaną, na studencką i turystyczną, na dziecięcą (muszę wymyślić przegląd piosenki wiekowej, starczej i stetryczałej) i młodzieżową, a także na piosenkę żeglarską. Z tych wszystkich podziałów, o których obecnie słyszę, nie rozumiem prawie nic. Z podziwem słucham, gdy redaktorzy od muzyki prześcigają się w określaniu tejże muzyki dobrze brzmiącymi nazwami, lecz dla mnie kompletnie niezrozumiałymi. Cóż, nie nadążam. Prościej by było dzielić na ładne i brzydkie, złe i dobre, gdyby gust w ludziach był jednolity, a wzorce zgodne i oczywiste. To jednak, co dla jednego jest dobre i słodkie, drugiego mdli od pierwszych taktów. To, co jeden przeżywa z uniesieniem godnym religii, drugiemu przypomina kakofonię dźwięków wartych wyłączenia prądu i zapomnieniu o tym, że wynaleziono koło. Trzeba się więc pogodzić z tym, że "szufladki" są, bo są. I w gruncie rzeczy może i dobrze, bo są drogowskazem nie tyle dla artystów, co dla słuchaczy i ich bardziej lub mniej wyrobionego smaku.
          Chyba nikomu, kto 6 lipca tego roku na Placu Rybnym w Gdańsku zobaczył Mirka Kowala Kowalewskiego, legendarnego Zejmana i showmana, na pewno nie przyszło do głowy, że na scenie obok wystąpi tego dnia Bajm. Każdy, kto choć przypadkiem zetknął się z szantami ten wie, kto zacz ten Kowal i z pewnością domyślił się, że na estradę wejdą Ci, którzy zostali opisani i zaszufladkowani, jako wykonawcy szanty.
          Z listy wykonawców, jaką otrzymałem na dzień dobry, dowiedziałem się, że w stosunku do roku poprzedniego, zmian wśród solistów i zespołów nastąpiło niewiele. Wnioskuję z tego, że przy dość sporym rynku i zapotrzebowaniu na szantę i pieśń żeglarską nad morzem i Mazurach, stan obecności w "garderobie gwiazd" jest dość ograniczony.
         Podobna refleksja naszła mnie kilkanaście dni wcześniej, gdy byłem na Bazunie.Tam chyba też od lat na scenie pojawiają się te same twarze i do złudzenia podobny repertuar. W żadnym wypadku nie jest to zarzut, bo jak coś jest smaczne, to trzeba to serwować. Czy jednak nie ma nic w tym dziwnego, że kanon piosenki turystycznej, czy żeglarskiej, raz ustalony, nie zmienia się i nie rozwija od lat.  Czy na Bazunie ktoś w ogóle próbuje przeskoczyć Wojtka Bellona, Adama Drąga, Elę Adamiak, bądź Wały Jagielońskie? Czy w piosence żeglarskiej napisał ktoś ostatnio coś, co byłoby inne i lepsze od tego, co stworzył kiedyś Jurek Porębski? Oczywiście po "Gdzie ta keja" powstało setki świetnych piosenek, ale czy któraś z nich na mecie miała lepszy czas, że się tak po olimpijsku wyrażę?

         


          Jurek Porębski w piosence żeglarskiej ma taką pozycję, jaką w piosence turystycznej ma Wolna Grupa Bukowina. To oni kładli kiedyś fundamenty, nim ktoś to zdążył nazwać i skatalogować. Dlatego ucieszyłem się bardzo, gdy ponownie zobaczyłem Jurka i jego żonę Helenkę w Gdańsku. Jurek, tak jak w tamtym roku, przyjechał ze Świnoujścia przewodniczyć Jury "Szanty Pod Żurawiem". Skład jury się nie zmienił. Do naszego grona dołączyła Dusia Staroniewicz, więc po południu mogliśmy zacząć słuchać i oceniać przyjaciół na scenie.

         W tym roku było tak, że każdy śpiewał, co chciał. Warunkiem jednak było zamieszczenie w programie choć jednej nowej, świeżej, chrupiącej i najlepiej jeszcze ciepłej piosenki. I tak też było. Kolejni artyści zapowiadali swoje nowości, a my łapaliśmy za długopisy.



          Podczas koncertu pojawiały się piosenki lepsze i gorsze, słabe i znakomite, ale przy niemal wszystkich widownia zgromadzona nad Motławą bawiła się świetnie. 
Kiedy tuż przed północą przyszło nam wydać werdykt, to mieliśmy z tym trochę kłopotu. Szczególnie mnie było trudno, gdyż w jednym z zespołów śpiewała zaprzyjaźniona ze mną Beata Bartelik. Z nieocenioną pomocą przyszła nam na posiedzeniu jury żona szefa, czyli Helenka Porębska, która nie wtrącając się w werdykt, zachowując pełen powagi dystans i umiar, tak potrafiła zakręcić naszą uwagą, że przyznanie nagród w rezultacie poszło nam szybko i bezboleśnie. Cóż za piękna i mądra kobieta!

 

Gdy już Michał trzymał w ręku werdykt pstryknąłem zdjęcie, na którym jest z muzą artysty Porębskiego - Helenką, bez której wiele rzeczy w piosence żeglarskiej nie miało by sensu - nasz werdykt być może też. 
 
          Dla kronikarskiego porządku dodam, że w tym roku  najlepszym okazał się zespół Flash Creep w znakomicie napisanej i zaśpiewanej piosence "Sally". Nie tylko na mnie zrobili duże wrażenie. Świetnie zagrali także muzycy z zespołu Smugglers posługując się w piosence językiem kaszubskim. Ciekawostką w tym roku, którą wymyślił Jerzy, było przyznanie po raz pierwszy tytułu i godność Barda Motławy. Tytuł ten otrzymał m.in. Andrzej Starzec, bard zasłużony nie tylko w piosence żeglarskiej, ale też harcerskiej, skoro po szufladach od początku grzebię.
          I jeszcze jedno. W ubiegłym roku dostałem od Jurka Porębskiego płytę, na której nagrał swoje żeglarskie piosenki w wersji jazzowej.Znakomita. Słuchałem tego w samochodzie potem dobre parę miesięcy. W tym roku obdarowany zostałem autorską płytą przez Mirka Kowalewskiego i też sobie słucham z przyjemnością.



I to by było na tyle. Ahoj!!!

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 7

Sławomir Tychek

2012-08-12 23:12:14
Wołacz - Oooo Michaś ;) No nic ten Michaśnik się nie zmienia. To my się starzejemy albo cóś ;)) Pozdrówka

Wojtek Kulpiński

2012-08-12 23:13:07
oj , mialem podobne refleksje po Gieldzie w Szklarskiej,
...I starzenie sie, to nie wylaczny powod ...

Jacek Popiołek

2012-08-12 23:13:44
Waldek! No, to skansen przecież. Pod Ponurą Małpą.

Waldek Chyliński

2012-08-12 23:14:21
Skansen, Jacku, to może nie jest najwłaściwsze słowo, biorąc pod uwagę to, że tak, jak Piotrek Bałtroczyk nie mogę się nadziwić, jak młody człowiek, czyli ja, może mieć prawie sześćdziesiąt lat.

Jacek Popiołek

2012-08-12 23:15:15
Skan, to kopia nas sprzed lat. A sen, to o młodości naszej. Stąd Skansen.Twórcze rozwinięcie sytuacji Doriana Greya. Warunek - nie gapimy się we własne fotografie i portrety.

Radosław Tomasz Jasinski

2012-08-13 08:19:43
Ale moi obozowicze/koloniści/harcerze nadal to lubią ;-) więc chyba to nie skansen a klasyka... coś koło Mozarta?

Maryla

2012-08-19 10:42:20
....ach te muzyczne podziały....a nie można tak, że jest muzyka, który mówi do nas ludzkim głosem i taka, która nie mówi? tak dzielę od zawsze i sprawdza mi się :)))))

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)