22 września, 2012

Palma...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 09:24
          Pod presją żony i za namową Marka Prusakowskiego, zacnego człowieka i znakomitego lekarza, którego od dawna mam za przyjaciela, wybrałem się obchodzić swoje urodziny na Mallorce, zwanej u nas Majorką. 9 września wylądowałem wraz z Asią na lotnisku Palma de Mallorca. Marek z Gosią czekali na nas w hotelu.Palma
Podczas kilkudniowego pobytu na tej przepięknej wyspie trafił nam się tylko jeden, przez chwilę jeno zachmurzony dzień. Nie był jednak stracony, spędziliśmy go na przyjemnym spacerze po Alcudii, podczas którego miałem szansę zastanowić się, czy przypadkiem z wiekiem nie odbiła mi palma? Wbrew temu, co widać na zdjęciu obok, dość szybko doszedłem do wniosku, że jeżeli nawet, to palma odbiła mi tylko trochę i na oko nie widać.
Na Majorce trafiliśmy w objęcia upałów, jakich w Polsce tego lata już nie było. Z przyjemnością więc trochę się na tej hiszpańskiej patelni podsmażyłem, nadmiar temperatury studząc w przyjemnie chłodnej wodzie hotelowego basenu. Raczyliśmy się z Markiem dobrymi napojami, żonom podpowiadając smaki. Dolce vita?

przyhotelowy basen na Majorce fot. W. Chylinski
fot. W Chyliński

          Wylatując z Rębiechowa sądziłem, że choć na krótko uwolnię się od tych polskich spraw, które mnie czasami tak bardzo irytują. Niestety, skwiercząc na słońcu wciąż zastanawiałem się, jak i co wygląda u nas, a jak tu, w Hiszpanii i na Balearach. Nieodparcie nasuwały mi się różne porównania i wnioski. Niełatwo jest uwolnić się od polskości.
          Najpierw jednak trochę historii. Pałac Opatów, stojący w pięknym parku w Oliwie, należał kiedyś do zakonu Cystersów.Pałac w Oliwie 1920 r. W 1831 roku klasztor zlikwidowano, a dobra po nim przejął król pruski Fryderyk Wilhelm II i miasto Gdańsk. Od tamtej pory pałacem rządzili opaci komisaryczni (de facto będąc jego właścicielami), których mianował król. Władcami pałacu byli więc "krewni i znajomi królika"  z rodziny Hohenzollern-Hechingen.  Oczywiście, do pałacu należał też przepiękny park. Tak było niemal do 1945 roku, kiedy to pałac podpalili wycofujący się żołnierze Wehrmachtu. Po wojnie społeczeństwo dużym wysiłkiem pałac i park odnowiło i cieszy się tym zabytkiem do dzisiaj. Mało jednak brakowało, a część tego cacka przed kilkoma laty o mało gdańszczanie by nie stracili na rzecz Kościoła, a właściwie na rzecz i dobro nowo mianowanego arcybiskupa gdańskiego Leszka Głodzia, któremu zamarzyło się mieć kilka alejek i trawników w oliwskim parku wyłącznie dla siebie. A wszystko dlatego, że nieopodal parku, za płotem wręcz, mieści się katedra i dotychczasowa rezydencja biskupia. Aferę, która wisiała w powietrzu, załagodził prezydent Adamowicz, przyznając biskupowi na rezydencję zabytek w Starych Szkotach, którego remont miasto w dużej mierze sfinansowało. Nim to jednak nastąpiło przewielebny Głódź wziął udział w posiedzeniu radnych Oliwy i w formie ultymatywnej grzmiał na porządki w mieście. Gdy więc tamtego roku ksiądz, który za sprawą mojej Mamy odwiedził nas po kolędzie, zapytał, jak mi się widzi nowy włodarz w gdańskie diecezji, odpowiedziałem, że nie widzi mi się zupełnie. Na to kolędujący ksiądz stwierdził, że według niego, to dobrze, iż w Trójmieście znalazł się tak dobry gospodarz. Tu nie wytrzymałem i wypaliłem bez ogródek, że biskup w żadnej mierze nie jest gospodarzem miasta i nie powinien zajmować się ani zabieraniem parków, ani prostowaniem chodników, o domaganiu się specjalnych praw nie wspominając. Kolędnik wstał i szybko wyszedł, za to Głódź, chwilowo tylko zaspokojony nową rezydencją, zażądał od miasta nowych przywilejów, zwykłemu śmiertelnikowi niedostępnych. Zamarzyło się bowiem biskupowi, wbrew planom miasta i zdrowemu rozsądkowi, postawić na nowym osiedlu kościół, tuż pod oknami pragnących spokoju gdańszczan. Chociaż na tym osiedlu jest już  jeden kościół, to jednak nie z poręki biskupa Leszka on powstał, więc... Miasto znowu zadrżało, a radni się podzielili i do teraz nie wiadomo, czy głód Głódzia zostanie zaspokojony, czy nie. A jeżeli tak, to na jak długo?
W ten oto sposób latem 2012 roku przewielebny abp Głódź przypomina bardziej wszystkożernego smoka z bajki niż dobrotliwego duszpasterza, a ja leżąc za własne pieniądze na Majorce zastanawiałem się nad tym, co widziałem poprzedniego dnia w małej, majorkańskiej, górskiej mieścinie Lluc.
         Pośród gór Serra de Tramuntana (w jęz. katalońskim, bo w hiszpańskim - Sierra...), które wznoszą się ponad 1000 metrów nad poziom morza, na wysokości 525 metrów leży osada Lluc, a w niej wybudowane w  XVII w. kościół i klasztor.

Klasztor w Lluc
fot. W.Chyliński

Klasztor ów - Santuari de la Mare de Deu, to - jak mówią - centrum duchowe wyspy Mallorca.

Klasztor w Lluc
fot.W.Chyliński

Kiedyś, niczym nasza Częstochowa, oblegany był przez pielgrzymki wiernych, które po dziś dzień się zdarzają, choć...

Ołtarz kościoła w klasztorze w Lluc
fot. W.Chyliński

...dzisiaj, jak zauważyłem, pielgrzymują głównie turyści. Przyjeżdżają tu ludzie z całego świata, którzy prócz kąpieli w słońcu, morzu i basenie, na zasadzie duchowego all inclusive, chcą, czasem z potrzeby ducha, a częściej ze zwykłej ciekawości, zobaczyć i poczuć coś więcej niż zastawione i pachnące stoły przy hotelowym basenie, czy gorące plaże z bajecznymi widokami.
W kaplicy klasztoru, za głównym ołtarzem znajduje się La Moreneta, czyli Czarna Madonna.

Czarna Madonna - La Moreneta
fot. W Chyliński

          Większość uczestników naszej, polskiej wyprawy, w przeciwieństwie do licznych, niepolskojęzycznych grup zwiedzających kościół, przed Czarną Madonną natychmiast  padła na kolana i zaczęła pod nosem mamrotać zdrowaśki. Wiara to szczera, czy odruch człowieka od dziecka tresowanego w jednym i tylko jednym poglądzie na świat?
          Polski lud się modlił, a przewodniczka uprzejmie wyjaśniała, co i kiedy w klasztorze zrobiono, co i gdzie można teraz zobaczyć. Z tych wyjaśnień, być może za sprawą mojej przyjaznej znajomości z architektem Szczepanem Szotyńskim,  wpadła mi w ucho wiadomość, że przy renowacji sanktuarium pracował sławny Antonio Gaudi. Poza tym dowiedziałem się, że gdybym chciał swoje życie w spokoju przemyśleć, to za 24 euro za dobę mogę sobie wynająć w klasztorze celę. Dowiedziałem się także, że w całym tym ogromnym kompleksie żyje tylko pięciu zakonników, których wspiera załoga świeckich. Generalnie  to właśnie świeccy prowadzą ten, nastawiony na turystów, interes, a nie na pielgrzymów i skutecznie dbają o zabytek. Dlaczego tak? Ano dlatego, że na Majorce, jak powiedziała przewodniczka, tak jak w całej Hiszpanii, na msze do kościoła przychodzi w niedzielę od kilkunastu do kilkudziesięciu, głównie starszych osób. Z takiej wiary i tacy trudno byłoby się Kościołowi w Hiszpanii utrzymać.  
          Dość trudno przychodziło mi wyobrazić sobie katolicką Hiszpanię w roli Francji - najważniejszej i najstarszej córki katolickiego Kościoła, gdzie dzieją się podobne rzeczy.
          Od tych nowin zaschło mi w gardle. Musiała to zauważyć nasza piękna i uprzejma przewodniczka, gdyż doradziła zwilżenie gardła w przyklasztornej restauracji. Prócz kawy, herbaty i jakiegoś prostego śniadania mogłem sobie również zamówić piwo, wino, bądź wódeczkę - wedle smaku i gustu. Była dziesiąta rano, ale co tam...  
          Usiadłem nad piwem i zacząłem się zastanawiać, czy aby ten Głódź, stawiając nowe kościoły, nie przeszarżuje w swych zapędach? Czy uda się w polskim Kościele utrzymać tylu wiernych, by starczyło nie tylko na budowę nowych świątyń, ale też na ich utrzymanie? Już widać, że społeczeństwu coraz mniej podoba się finansowe wsparcie, jakie rząd funduje klerowi. Naród coraz krytyczniej patrzy na armię ludzi w sutannach, targaną skandalami i aferami. Zastanawiałem się, czy Kościół w Polsce ma prawo tak się stawiać, jak się stawia? Czy nauka, jaką głosi jest wystarczającym argumentem, by w dzisiejszych czasach powoływać się na nieomylność? Czy można stawiać siebie za wzór cnót wszelakich i jednocześnie grzeszyć mową, uczynkiem i pychą?
          Siedziałem w klasztorze nad kuflem piwa i gdyby nie te cuda natury...

zatoczka na Majorce
fot. W.Chyliński

... to pewnie bym się upił, a odpowiedzi i tak bym nie znalazł.
          Trzeba było się jednak ruszyć dalej, ciesząc się  z pogody, spokoju, szczęścia i widoków. Do tego, że na Majorce nikt nigdzie, poza wielkimi sklepami, nie wydaje paragonów, zdążyłem się przyzwyczaić, więc gdy płaciłem za piwo w klasztorze, po usłyszeniu "gracias",  na rachunek nie czekałem.
          Zrozumiawszy skąd w Hiszpanii kryzys...


fot. W. Chyliński
... udałem się w rejs po morzu Śródziemnymsmiley.
          Teraz, gdy porównuję nasze Orłowo, do krajobrazów Majorki, cieszę się, że chociaż tyle mamy i nikt nam tego nie chce zabrać.... 

  NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 9

Sławomir Tychek

2012-09-22 19:49:55
Urodziny na Majorce... klasztory, zabytki, słońce. Tudzież piwo schłodziło gardziel Waldemarowską...zaś w Polsce samotna gitara wydająca się boską...czekała cierpliwie na szarpnięcie dłonią i to z wielką troską... ;))

Bozena Tuszkowska

2012-09-22 19:53:04
moj dobry kolega mawial, ze "gitara jest jak kobieta - nie mozna obok niej przejsc obojetnie, gdy czeka na jego lozku" :)...tylko...nie jestem do konca pewna, czy kobieta bedzie czekac tak cierpliwie, jak gitara...

Bozena Tuszkowska

2012-09-22 19:58:08
z przyjemnoscia przeczytalam...moze dlatego tylko, ze poglady podobne?...ale nie...nie tylko.

Piotr Kłeczek

2012-09-22 22:42:23
Panie Waldemarze... czy Pan trochę nie marudzi? W lipcu tego roku w Polsce panowały 38 stopniowe upały... można się było dobrze podsmażyć... było nawet kilka zgonów... Pan Głódź jest dobrze rokującym biznesmenem który dba o interesy swojej firmy... tak jak Pan swojej... piwko, wycieczka, jachcik... a w Polsce taka bieda :(

jan Drzej De

2012-09-23 02:00:48
Zazdroszczę Wam tego wypadu.
Pozdrawiam Wszystkich Chylońskich.

donar azie

Waldek Chyliński

2012-09-23 08:55:24
Do Pana Piotra Kłeczka
Co do upałów, to aż takich na Wybrzeżu nie było. Zdarzyło się kilka cieplejszych dni, ale tylko kilka. Różnica między mną, a gdańskim biskupem Leszkiem G. jest taka, że nie domagam się od Polski zwrotu czegoś, co do mnie nigdy nie należało, nie chodzę z tacą po ludziach i nie zbieram pieniędzy na swoją firmę. Nie wymuszam na władzach wyróżniającego traktowania i nie straszę nikogo ogniem piekielnym za grzechy, które sam popełniam. Jak baluję, to za swoje. A co do biedy w Polsce... Co trzeci turysta na Majorce to Polak, co drugi Niemiec. Pozdrawiam:).

szczepan

2012-09-23 19:35:14
No wreszcie coś napisałeś. Ale mam wrażenie żeś chorawy czegoś Asan. No bo jak można czas doskonały zaśmiecać rozważaniami o G. I nie mów że to z troski nieustajacej. Abp G nie powinien mieć mocy odbierania człowiekowi dobroci płynacej z tego co na zdjęciach pokazujesz. Mogłeś to rozdzielić na dwa samodzielne zapisy. A przecież jeśli rzeczywiście tam taki rozważania w tobie się działy, to kawał tamtejszego piękna w tym czasie straciłeś. No i nie mieszaj wiary z pazernością czy polityką bo to zupełnie inne dziedziny. Ale o tym jedynie tete a tete można. Pozdrawiam serdecznie.
Szczepan

Waldek Chyliński

2012-09-23 20:47:45
Do Szczepana
Waćpan nie zauważył, że to nie mnie się miesza sacrum z profanum, a opisanemu przeze mnie kościelnemu biznesmenowi G. Napisałem na początku, że nie jest łatwo uwolnić się od polskości. Tkwiła we mnie nawet tam, choć nic z widoków starałem się nie stracić, co stwierdzisz przy najbliższej okazji. A na marginesie, to nic mi do wiary, zali znasz mój stosunek do Przyczyny przyczyn, tylko tej pieprzonej hipokryzji nie cierpię. Pozdrawiam równie serdecznie
Waldek

Zibi Florek

2012-09-24 08:17:17
Przeczytalem uwaznie i podzielam poglady. Gratuluje rocznicy urodzin na Majorce :) Pozdrawiam

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)