03 kwietnia, 2013

Bezsens bez sensu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:26
          Przez ponad godzinę, po ponad miesiącu próbowałem dzisiaj wpisać tu coś, co przeszło by ponad czasem przerwy i gdy już byłem blisko końca, i chciałem te swoje „złote myśli” zapisać na stałe, okazało się, że nie zapisałem niczego. Zapiski, które roboczo zatytułowałem  „Bez sensu” po jednym, niewłaściwym kliknięciu rozpłynęły się w internetowej nicości. Bez sensu.
          Podjąć się pisać bez sensu, nie jest sprawą prostą. Zdrowy na umyśle człowiek automatycznie określa położenie swego ego na racjonalnej mapie życia.  Co jednak zrobić ma człowiek, gdy za każdym razem, kiedy przystępuje do procesu myślowego, w jego głowie pojawia się pustka? Cokolwiek by nie wymyślił, na jaki pomysł by nie wpadł, jaki temat by go nie uwiódł, po krótszym lub dłuższym zastanowieniu i tak dojdzie do wniosku, że to wszystko jest bez sensu. I bądź tu mądry, gdy sensu nie widać.
          Nie byłem i ja mądry, gdy przez ponad miesiąc bezskutecznie zabierałem się do kolejnego wpisu na tym blogu. O polityce piszą prawie wszyscy, o dupie Maryni też, na modzie się nie znam, a pisać bez sensu... 
          Kroniki rodzinnej tutaj prowadzić nie chcę, bo nie wszystko, jak u Wajdy, jest na sprzedaż. Łatwo jest przy okazji takiego rodzinnego wpisu zrazić do siebie połowę bliskich. Nie chcę więc naruszać rodzinnych dóbr osobistych i o rodzinie pisać będę nadal ostrożnie. Ale pisać będę.
          Święta, jak co roku przeszły nam w ciepłej i sałatkowej atmosferze, choć za oknem wypatrującym wiosny śnieg padał bez sensu. Z tej okazji nasz stół musiał otworzyć na dworze swoją filię.



          Nie wiem, co o takiej aurze myśli rudzik, ale domyślam się, co myślą bociany, które już przyleciały na polskie żabki. Nie ma rady, trzeba zimę cierpliwie przeczekać – a na razie wspominajmy.
          Najmilszą chwilą świątecznych obchodów był ten moment, gdy Iga ucieszyła się z prezentu.Iga Radość była ogromna i przelała się na wszystkich. Iga za chwilę skończy dziesiąty miesiąc życia i rwie się już do chodzenia. Z chodzika wyrosła, więc prezent – pociąg z pewnością się przyda.  
Patrząc na radość dziecka ma się tę jedną z nielicznych chwil, gdy do człowieka dociera myśl, że jednak coś ma sens. Na takiej właśnie odkrywczej refleksji przyłapałem się, gdy grający, gwiżdżący i gadający pociąg Igi zaczął przemieszczać się po domu.
Nie ma się co oszukiwać. Niewielu z nas pozostawi po sobie jakiekolwiek ślady. Architekci będą trwali w budowlach, póki te będą stały, pisarze zachowają się w książkach, póki ktoś je będzie czytał i litościwie przechowa, malarze przechowają się w obrazach, muzycy w kompozycjach, a naukowcy w wynalazkach odmieniających życie. Ci nieliczni wymienieni zostawią po nas wszystkich pewnie jakiś wyraźny ślad i godny pomnik w rozwoju cywilizacji, ale czy dla większości z nas, w tej naszej czułej i wytartej codzienności, jest to jakimś pocieszeniem? Wnuki, jako kolejne ogniwa w łańcuchu... To chyba ma sens. Nie należy tylko za bardzo dopytywać – jaki?
          Czyż nie jest pychą chcieć być w jakiejkolwiek postaci nieśmiertelnym? Czyż nie jest zarozumialstwem wyróżniać swoje życie w przyszłych pokoleniach? Czyż nie jest jednocześnie głupotą niedbanie o następców i niewyposażanie ich w wiedzę, doświadczenie, czy majątek, który może niczego dobrego nie uczy, ale pomaga w niejednym? Pociąg Igi przecież zniknie kiedyś za horyzontem i wszystko co po mnie zostanie, to jej wspomnienie o mnie. Bo jak mówią – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas.

Iga i Haczyk

          Minął marzec i kolejna rocznica śmierci Lucyny Legut. Od dwóch lat brakuje mi spotkań z nią. Brakuje mi jej humoru, opowieści, anegdot, żartów i radości, jaką zawsze przy sobie nosiła. Kilka dni temu, 27 marca, w „Międzynarodowy Dzień Teatru” skończyłaby 87 lat. Zostały po niej obrazy, sztuki teatralne, świetne książki i... pamięć. Nawet gdybym chciał o Legut nie pamiętać, to i tak nie mogę, bo zerka na mnie co wieczór z mojej półki z książkami.

Książka Lucyny Legut

Och Lucha... –  to, że już nie pogadamy jest kompletnie bez sensu.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 8

Bozena Tuszkowska

2013-04-04 11:08:07
zdrowy na umysle czlowiek probuje przetrwac w kazdej rzeczywistosci, szukajac wokol siebie ludzi i zajec, dzieki ktorym nie zwariuje i nie zmieni na gorsza wlasnej osobowosci.

Szczepan

2013-04-08 08:29:40
Jak bardzo się cieszę że przełamałeś, mam nadzieje chwilowy, opór. Każde słowo ma sens. nawet to bez sensu. Tak sobie myśle. Bo nie w tym co pozostawimy po sobie materialnego jak powiadasz, budowle, książki czy inne rzeczy (zobacz ile pozostało po Sumerach a i autora Gilgamesza nie znamy chociaż Gilgamesz jest). Myślę ze to co po nas pozostaje to brzmienie słów które w nas są. A dokładniej ich relacja wobec jakkolwiek pojętej prawdy a w szczególności Miłości. Na poważnie mi wyszło, ale to poświątecznie. Pozdrawiam Cię
Szczepan

don@r

2013-04-08 12:06:10
Bardzo słusznie Pani piszesz, pani Bożeno!
Niestety nie wszystkim się udaje. Może chodzi o to zdrowie na umyśle?

Szczepan

2013-04-08 20:08:38
Jeszcze Waldek słowo.
To co wyżej napisałem to właściwie nie moje. To spojrzenie P. T. de Chardina, moim zdaniem jednego z najpotężniejszych chrześcijańskich umysłów XX w. Wiem ze miedzy nami jest różnica w pryncypiach ale mam nadzieje ze bez szkody. To co w innych pozostanie po nas, masz rację, jest bardzo istotne i dla nas i dla tych którzy zostaja. Ale przyjdzie taki moment że dla nas ważne będzie to brzmienie z którym przejdziemy przez bramę. Jeszcze raz pozdrawiam z poświąteczną zadumą.
Szczepan

Waldek Chyliński

2013-04-08 20:48:21
Do Szczepana
Gdyby między nami nie było różnic, to nasza znajomość nie tylko byłaby nudna, ale też jałowa i bezpłodna. Przyjmując, że najpierw było Słowo, Twoje racje są bezsprzeczne. Dyskutowałbym tylko z sądem, że ważne jest "brzmienie słów". Pewnie się pomyliłeś, bo brzmienie to dźwięk, więc słowa w każdym języku brzmią inaczej. Chodziło Ci zapewne o sens, wartość słów i ładunek prawdy, jaką przenoszą. Tak, czy inaczej z ogromną przyjemnością przeczytałem Twoje słowa pod moim wpisem. Pozdrawiam Cię serdecznie.

Waldek Chyliński

2013-04-08 20:56:46
Do Bożeny i don@r@
Zawsze się bardzo cieszę się, gdy widzę, że czytelnicy moich słów mają podobne myśli. Pozdrawiam :)

Krzysztof

2013-04-09 20:58:13
Oj Waldek.
Długo kazałeś czekać na swój wpis. Chyba za mało czasu spędzasz z wnuczką, bo jakoś tak smutno piszesz. Dla własnych dzieci nie mieliśmy czasu i cierpliwości, ale dla wnuków zawsze. Coś wiemy z Elą na ten temat, mamy przecież ich troje (nie mylić z Wiśniewskim). To jest radość.
Więcej optymizmu
Pozdrawiamy Was serdecznie.
Ela i Krzysztof

Waldek Chyliński

2013-04-09 23:54:53
Do Krzysia
Jestem pewien, że już dawno zauważyłeś, iż na "marginesach" często bywam melancholijny. Niestety. dla mnie te marginesy na stronie bycia sobą nierzadko stają się samą stroną. Niekiedy, jak w powyższym przypadku, to chyba dość wyraziście ze mnie wyłazi. Życie składa się z dobrych i złych chwil, widocznie ta zła chwila się przywlokła w czasie, gdy pisałem - bez sensu :)
Czasami konfrontacja z wnuczką uświadamia upływ czasu i to nie zawsze napawa optymizmem. O tym chciałem napisać, ale pewnie nie wyszło, skoro mnie pocieszasz. Pozdrawiam Was serdecznie.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)