15 czerwca, 2013

Przypadki, cuda i zbiegi okoliczności

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:36
          W cuda nie wierzę. Czasami, gdy słyszę, że ktoś coś boskopodobnego zobaczył na szybie, na drzewie, czy na niebie, to mam poważne wątpliwości… co do zdrowia psychicznego cudownie nawiedzonego. Frapuje mnie natomiast zjawisko przypadku i zbiegu okoliczności.
          W połowie ubiegłego tygodnia, surfując po Internecie natknąłem się na informację o interesującej książce autorstwa Doroty Paśko-Sawczyńskiej. Wszystkie dzwonki w mojej głowie zaczęły dzwonić, gdy przeczytałem tytuł: "Z Weepers do Wieprza droga panny Preuss"
          Od dziecka nazwisko Preuss łączyło mi się z nazwą wsi Wieprz, a dokładnie z wyspą Bukowiec na jeziorze Jeziorak, która z Wieprzem połączona jest groblą. Wyspa ta do epoki Gierka, należała do rodziny Pruessów, która to rodzina swe korzenie wywodziła z czasów, gdy na tym terenie niepodzielnie rządzili Prusowie, zwani tu Pomezanami. Wyspę Prusowie nazywali Wepren. Ja wyspą na Jezioraku zainteresowałem się już jako młode chłopię, gdy na wyspie tej byłem uczestnikiem obozu żeglarskiego zorganizowanego przez klub mojego ojca - Yacht Klub Stoczni Północnej. Pamiętam, że szefem i komendantem obozu był przemiły i nadzwyczaj spokojny Stanisław Paszko - na zdjęciu poniżej pierwszy po lewej stronie. Zdobyłem wtedy swój pierwszy stopień żeglarskiego wtajemniczenia - stopień Żeglarza. Pamiętam, że na wyspie było gospodarstwo, że mieszkał tam ktoś z Preussów i pamiętam, że był tam też mały cmentarz rodzinny.



          Na zdjęciu powyżej ja, to ten jasnowłosy młodzian, drugi z prawej, a obok mojej Mamy ubranej w białe spodnie, stoi mój Tato wyraźnie zachwycony harcersko-żeglarskim obyczajem zbierania się rano i wieczorem.  Zdjęcie przedstawia apel uczestników obozu na wyspie Bukowiec w roku 1966. Cóż to były za czasy...  Kto zaglądał już do mojego blogu, bądź czytał powieścio-gawędę „Widłąg”, ten wie, że tereny wokół Iławy są mi szczególnie bliskie, bo stamtąd pochodzi moja rodzina od strony ojca i tam, na Jezioraku spędzałem przez ponad dwadzieścia lat  wszystkie swoje dziecięce i młodzieżowe wakacje.
Zapisałem sobie adres strony z informacją o książce, by zaraz po powrocie z wyprawy, jaka mi się szykowała właśnie w tamte strony, móc ją zamówić.
          Mój wyjazd wiązał się z zaproszeniem na urodziny Piotra Bakala – barda, pomysłodawcy i głównego organizatora Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Autorskiej, którego to Przeglądu Nr.1 w 1978 roku byłem laureatem. Piotr nie tylko wymyślił ten festiwal, ale przez lata "rozbudowując" go i uparcie promując sprawił, że piosenka autorska ma dziś swoje, zauważalne miejsce w polskiej kulturze.
          Nim jednak do Piotra dotarłem, jak zawsze przejeżdżając przez Małdyty skręciłem na Morąg. Nie mogłem odmówić sobie przyjemności popatrzenia na Kanał Elbląski, który tyle razy wiódł mnie ku szczęściu....

Kanał Elbląski fot. W Chyliński
fot. W. Chyliński

i na jezioro Ruda Woda, na którym pierwszy raz w życiu, kilkuletniemu szkrabowi, ojciec pozwolił - w ramach uczenia syna żeglarstwa - na prawie godzinny, mój pierwszy, samotny rejs.


fot. W. Chyliński
 
          Niecały rok temu życiowa partnerka Piotra – Kasia Byks nabyła między jeziorem Ruda Woda, a Jeziorakiem urocze siedlisko położone wśród naprawdę pięknych okoliczności przyrody.


fot. W.Chyliński

          Właśnie tam, do domu Kasi i Piotra dojechałem w końcu w ubiegły piątek, jadąc niespiesznie z Gdyni krajową siódemką. Jechałem krótko, nieco ponad godzinę i dziwiłem się, że to tak szybko, że tak blisko. Łódką z Gdańska do Małdyt płynęliśmy dwa dni. Przez myśl mi nawet przeszło, że ta odległość się skróciła nie dzięki nowej drodze i mocy silnika, ale przez czas, który coraz szybciej mi upływa. Ot, po prostu...
Na miejscu zbierali się już zaproszeni goście - przyjaciele Piotra i Kasi.

U kasi i Piotra na Mazurach fot. M Cofta
fot. Mariusz Cofta

          Wśród gości byli też moi starzy znajomi, a wszyscy szczególni, niezwykli i serdeczni. Był m.in.Tomek Kordeusz, z którym ostatni raz widziałem się na festiwalu w Opolu w 1987 roku

Tomek Kordeusz
fot. W. Chyliński

Wtedy, w Opolu jego piosenka „Mamy po dwadzieścia lat” śpiewana przez Halinę Benedyk święciła prawdziwe tryumfy, a Tomek chodził w glorii i chwale. Wygrał tamto Opole, a piosenka była przebojem.



          Cieszyłem się więc ze spotkania tylu pięknych ludzi, cieszyłem z pięknej pogody, z chwili odpoczynku, oddechu i zapomnienia wspomaganego nieco alkoholem.
Bawiliśmy się do białego rana, pospołu śpiewając, żartując i sycąc własnym towarzystwem.
Wśród gości Kasi i Piotra było też małżeństwo, które zaprosiło nas wszystkich następnego dnia do siebie. Mieszkali niedaleko, parę kilometrów dalej, w  małej wsi położonej nad Jeziorakiem.


fot. Mariusz Cofta

          W sobotę pojechaliśmy więc w gościnę do Matyt, bo tak zwie wieś, do której nas zaproszono. Tam okazało się, że moi nowi znajomi od kilku lat z dużym sukcesem prowadzą piękne gospodarstwo agroturystyczne „Przystań”. Ona, absolwentka AWF w Poznaniu i SGH w Warszawie, on artysta plastyk po ASP w Krakowie odnaleźli się, gdy któregoś lata on przypłynął do niej na jachcie o znaczącej i proroczej, jak się okazało, nazwie „Losu Dar”. Ten los sprawił, że teraz mają dwójkę dzieci, hotelik, małą restaurację, 20 hektarów ziemi, 20 koni i przy domu własny pomost na moim ukochanym jeziorze. Dane mi było zwiedzić ten dar, to gospodarstwo, zobaczyć pokaz akrobacji na koniach i miło pogawędzić o życiu z uroczym i bardzo inteligentnym Stasiem - synem gospodarzy. Siedząc ze Stasiem na łące, jak na obrazie Chełmońskiego, mogłem tylko podziwiać i zachwycać się nieskończenie wszystkim co widziałem.


fot. Mariusz Cofta

          I wszystko byłoby równie piękne i niebywałe, gdyby nie to, że najpiękniejsze i najdziwniejsze miało dopiero nastąpić. Zorientowałem się w pewnej chwili rozmowy z gospodynią "Przystani", iż mam do czynienia nie tylko z Panią na Matytach, ale też z autorką książki, o której dwa dni wcześniej tak intensywnie myślałem, i którą to książkę obiecałem sobie przez Internet rychło zamówić.
Jeżeli to nie był przypadek, to musiał to być niezwykły zbieg okoliczności, bo w cuda, jak napisałem na początku, to ja nie wierzę.
          Z Matyt wyjechałem z książką i z miłą w niej dedykacją, z której wynika, że moje piosenki towarzyszą Dorocie od prawie trzydziestu lat. Wyjechałem też, mam nadzieję, z nową przyjaźnią.
          Po powrocie do domu okazało się, że pierwszą czytelniczką książki Doroty Paśko-Sawczyńskiej chce być moja Mama. Już po przeczytaniu kilku stron dotarły do mnie jej słowa – Boże, to jest tak napisane, że wszystko jest jak żywe. Jakbym tam była, a przecież tyle lat już po Jezioraku nie pływałam. A pamiętasz ten maleńki, rodzinny cmentarzyk Preussów na wyspie?
Teraz ja zaczynam lekturę i już wiem, że będzie to dla mnie wzruszające zajęcie i pięknie spędzony czas. Wiem też, że do gospodarstwa "Przystań", gdzie Dorota z Jackiem "... piękne pędzą chwile, gościnnością otoczony, przyjmowany mile..." będę wracał. Polecam wszystkim książkę Doroty, miejsce Matyty, gospodarstwo "Przystań" i tych wszystkich wspaniałych ludzi, których spotkałem nad cudownym jeziorem Jeziorak.


NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 7

Kasia

2013-06-16 14:53:49
Wzruszyłam się do łez Waldek, czytając tę relację... Przeżywamy i widzimy świat bardzo podobnie... Pozdrawiam serdecznie i oczywiście zapraszam :) Kasia

Waldek Chyliński

2013-06-16 15:58:45
Wiem Kasiu, że widzimy świat podobnie, dlatego tak świetnie się u Was czułem. Dziękuję. Z zaproszenia z pewnością skorzystam :)

Dorota

2013-06-16 23:22:03
a dzisiaj w Matytach niebo kłaniało się całkiem różowe.
Myślę, że jeszcze się tyle stanie...
dziękuję Tobie Waldku
dziękuję Kasi Krauss - za piękne zdjęcia woltyżerki Joasi - aż przypomniał mi się wiersz Achmatowej
dziękuję Kasi i Piotrowi,
że zawitali do nas
serdecznie
po swoim osiedleniu na "ziemi zalewskiej"

Adam Michel

2013-08-24 07:35:52
Też tu jestem.. Pierwsza twarz po lewej od bandery

Waldek Chyliński

2013-08-24 10:08:54
Adasiu, rzeczywiście. Zupełnie zapomniałem, że poznaliśmy się w YKSP "Stal", a nie w Conradinum. Ten obóz, to musiała niezła szkółka z bardzo zaraźliwym wirusem żeglarskim, skoro ja pływam do dzisiaj, a Ty pod żaglami opłynąłeś świat. Pozdrowienia.

Adam Michel

2015-08-25 17:26:59
Na poszątku sierpnia tego roku zawinąłem do Matyt na pierogi. Już miałem odpływać a tu Dorota i Jacek poinformowali mnie, że dziś wieczorem przypłynie i wystąpi światowej sławy bard i poeta Waldek Chyliński. Z bezgranicznym smutkiem dowiedziałem sie póżniej, że na Widłągu rozszalała sie straszna wichura rzędu 9 stopni Beauforta z kierunku północnego, która uniemożliwiła Ci przybycie do tego przybytku kultury, dobrego smaku i sympatycznych ludzi. No cóż.. Bezpieczeństwo przede wszystkim.
Może nastepnym razem sie uda..

Waldek

2015-08-25 23:43:16
Wiem, dzwonili do mnie. Niestety, tak jak piszesz, silny sztorm i wyjące wiatry, uniemożliwiły mi przybycie do Matyt. I też mam nadzieję, że co się odwlecze... Pozdrawiam Cię serdecznie :)

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)