18 listopada, 2013

Leżałem sobie w wannie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:33
           Lubię w niedzielę, późnym popołudniem poleżeć sobie w wannie. Wczoraj była niedziela, więc leżałem sobie w wannie czytając zaległą prasę, gdy nagle rozległ się…
          Mało mam ostatnio powodów do zadowolenia. Może to depresja jesienna, a może wynik skojarzeń, ale gdy się zastanowię nad tym, co tu i teraz, to niewiele spraw i rzeczy mnie cieszy.  Nie cieszy mnie dobry wskaźnik produktu krajowego brutto i nie cieszy mnie żadna o poranku radość z tego, że witam się z tym zasmarkanym światem. Prócz moich wnuczek...

Igusia Maja i Haczyk

...nie cieszy mnie teraz prawie nic.  Nie cieszy mnie sytuacja premiera Tuska próbującego wytłumaczyć narodowi, że nie jest źle i nie cieszy mnie sytuacja Jarosława Kaczyńskiego próbującego wytłumaczyć narodowi, że jest bardzo źle. Nie cieszy mnie, bo każdy widzi, że jest jak zawsze – jednym układa się lepiej, drugim gorzej, trzecim byle jak, a czwartym jakoś tak, że może być. Tak było i będzie na wieki wieków, a ważne jest tylko to, by procent niezadowolonych był mniejszy od procenta szczęśliwych. Różnica między uśmiechniętymi, a skwaszonymi, to jest to, co winno być dla wszystkich polityków troską i najwyższym nakazem, jako dobro ojczyzny i pomyślność obywateli.
          Nim z gazetami udałem się wczoraj do wanny, zadzwonił do mnie Donar – ten od "Kawałka podłogi" i „Miny Tyma”:



          Gadaliśmy długo o wszystkich i wszystkim, a snując opowieści z przeszłości rozczulaliśmy się jak dzieci stworzonymi historiami. Zwierzając się z tego, co się komu przydarzyło, jak potrąceni optymiści planowaliśmy piękną przyszłość. Rozmarzyłem się, ale nie omieszkałem w ramach wspomnień powiedzieć Donarskiemu, że wciąż z Asią pamiętamy jego ubiegłoroczną wizytę i te pyszne rogale św.Marcina, które z Marysią nam przywiózł. Takie rogale to nie byle co, gdyż kupić je można tylko w Poznaniu, bo tylko w Poznaniu mają na ich wyrób patent i europejski certyfikat. Ponoć najbardziej strzeżoną i słodką tajemnicą poznańskich rogali jest biały mak, który stosuje się do ich wyrobu.
           Oblizałem się na wspomnienie tamtych słodkości i gdyśmy skończyli gadać zająłem się kilkoma spóźnionymi pomysłami, by w końcu odkręcić kran nad wanną. Czekając na wodę rozmyślałem o innych powodach do niezadowolenia i wyszło mi, że choć zmieniłem już opony, to w tym roku nawet mina Tyma mnie nie cieszy, gdy sobie uświadomiam, że nieubłagalnie idzie zima. Jak sobie przypomnę, te przymrozki, te zamiecie i te wiecznie zaśnieżone drogi, to skóra mi cierpnie i zaczynam mieć dreszcze.
          A propos drogi, dreszczy i cierpnięcia. Byłem ostatnio w Warszawie na zebraniu w ZAiKSie. Członkiem ZAiKSu jestem od trzydziestu czterech lat, ale jakoś do tej pory w żadnych zebraniach udziału nie brałem. A to nie było czasu, a to mi się nie chciało, a to nie bardzo miałem się w Warszawie gdzie zatrzymać. Wybierali się więc na zebrania i do władz głównie ludzie z Warszawy. Teraz i ja wybrałem się z ciekawości w drogę do stolicy. Jako człowiek znad morza, czyli spoza „towarzystwa”, od początku do końca byłem w okropnej mniejszości. Spotkałem się za to na Hipotecznej z wieloma, dawno niewidzianymi, warszawskimi znajomymi, ale moją radość z ich spotkania przyćmiło to, co usłyszałem od Andrzeja Kuryły – szefa Komisji Rewizyjnej. Po zebraniu postanowiłem, że do Zaiksu wybierać się będę częściej, by powodów do przygnębienia nie mieć więcej. Ze sprawozdania Andrzeja wynikało, że rządząca obecnie Zaiksem ekipa do dóbr członków Stowarzyszenia ma stosunek - mówiąc delikatnie - dość niefrasobliwy. Niektórzy koledzy przekonywali mnie, że nie jest tak źle, ale nie przekonali zupełnie, bo ja swoje usłyszałem, a nie mam powodów nie wierzyć Kuryle, którego znam i cenię od lat.
          Więc, gdy wieczorem leżąc w wannie topiłem oczy w morzu liter, usłyszałem nagle... dzwonek, który bardzo mnie zdziwił - niedziela, ciemno, a tu ktoś bez zapowiedzi. Przy furtce stała kobieta, która powiedziała, że ma coś dla nas od Andrzeja Donarskiego. W rękach trzymała paczkę. Po rozpakowaniu okazało się, że w paczce są…



… rogale św. Marcina. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo byliśmy z Asią zaskoczeni. Wyszedłem z wanny, no i masz… leżały przede mną świeżutkie, pachnące i przepiękne dowody przyjaźni.
          Wyjaśniło się później, że Andrzej po naszej rozmowie zadzwonił z Monachium do Marysi mieszkającą w Poznaniu, a ta…  
Co tu dużo pisać, wszystkim życzę takich wzruszeń za każdym razem, gdy wyjdą z wanny.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 7

Tamara Jasińska

2013-11-18 21:53:10
I dla takich chwil warto żyć. A ten Głupi Świat się bardzo skurczył.

Daria K. Silesia

2013-11-19 09:21:42
..świeżutkie, pachnące i przepiękne dowody przyjaźni..mniam Piękne są takie niespodzianki!

Ederek

2013-11-19 14:49:48
Andrzeju Donarski , piękną Waść pieśń napisał! Ukłon w stronę zachodnią.
Waldku, co do zimy myślę, że MPO mogłoby np. jutro czy pojutrze wykonać akcję odśnieżania. Wiesz, cały sprzęt na ulice miast , miasteczek itp. Pokaz siły! Może wreszcie raz by tym sposobem zimę zaskoczyli ? ;-)
Wybierz się na koncert. Przyda się mocny akcent na takie ... katharsis?

Waldek Chyliński

2013-11-19 15:28:28
Ederku, nieśmiało zauważę, że tekst w chwalonej pieśni jest mój. Mój ci on... Mój ci on... Niemniej z opinią Waszeci się zgadzam, że muzyka Donara pięknie jest do tekstu dobrana. :)

Marek

2013-11-19 16:55:13

Syn sprawił mi słodką niespodziankę i przywiózł pychoty marcińskie z Poznania po czym okazało się że są one dostępne również w Piotrze i Pawle o czym z radością "donoszę".

Waldek Chyliński

2013-11-19 17:15:10
Marku, nasze rogale - o czym nie napisałem, a tylko to zasugerowałem - naprawdę były wiezione z Poznania przez kuzynkę Marysi, która akurat w niedzielę była w Poznaniu i po południu wracała do Gdyni. Nie bez przyczyny napisałem też o białym maku i certyfikatach. Asia dwa tygodnie temu, zobaczywszy u "Raszczyka" rogale reklamowane, jako Rogale Marcińskie spytała o to, czy są oryginalne i okazało się, że nie są - mak w środku był czarny, o czym ekspedientka uczciwie poinformowała. Być może "Piotr i Paweł" ściągają z Poznania oryginalne wypieki, a może mają jakąś licencję, lecz w moim wpisie jest to najmniej ważne, bo rzecz jest o geście, o pamięci, o fantazji i co najważniejsze - o przyjaźni. Na drugi raz Marku, gdy Ci Marcin przywiezie rogale św.Marcina, to się ciesz i dziękuj, a w tych gdańskich sprawdzaj mak :)

Marysia i Donar

2013-11-23 23:22:14
Drogie Chylońskie!

Wasza przyjemność- to jedno, a nasza, związana z celowym sprawieniem radości przyjaznym duszom, to drugo. A końcowa, nasza wspólna radość to trzecio. No i masz trzy w jednym.

A wnusie- Słodziaki a nawet Słodycze.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)