18 grudnia, 2013

Olsztyn kocham i... Święta

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:07
          Olsztyn w moim życiu, podobnie jak Gdańsk, Jeziorak, czy Gdynia, odegrał bardzo ważną i szczególną rolę. Niezależnie od pory roku wciąż lubię to miasto odwiedzać. Lubię tam być. Lubię tam doświadczać uczucia miłości, bo niejeden wiersz mój kiedyś w Olsztynie powstał i niejedna piosenka. Jestem fanem Olsztyna.


fot. W. Chyliński
          Nie od razu spodobała mi się ta piosenka. Jak na zespół Czerwony Tulipan, a więc jak na Stefana Brzozowskiego, Krysię Świątecką i Ewę Cichocką wydawała mi się zbyt jasno „wyłożona”, zbyt prosto podana i zbyt oczywista. A jednak już przy kolejnych odsłuchaniach, przy słowach refrenu z wolna popadałem w miły trans. Choć od tamtej pory minęło sporo czasu, to za każdym razem, kiedy tylko przydarzy mi się podróżować do Olsztyna, widząc na horyzoncie miasto, zaczynam śpiewać: Olsztyn kocham – moją małą Amerykę...


 
           Kiedyś, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, wysiadłem na dworcu w Olsztynie nie bardzo wiedząc, co i jak dalej ma być. Po niedługim czasie, otoczony ambitnymi, młodymi artystami czułem się w Olsztynie, jak w niebie, a dokładniej, to tak czułem się w klubie… „Niebo", który istniał przy olsztyńskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Dość przekornie klub siedzibę swą miał w piwnicy starego budynku przy ulicy Pieniężnego, w samym centrum miasta. Przeżyłem wtedy w Olsztynie cudowny czas. Spotkałem tam i zaprzyjaźniłem się z pięknymi ludźmi. Do dzisiaj, gdy chcę poprawić sobie humor, zaszywam się na chwilę w sobie i ożywiam wspomnienia z tamtych lat. Ożywa w nich Jacek Zwoźniak, który na moją prośbę z Wrocławia na czas jakiś, tak jak ja z Trójmiasta, zjechał na studia do Olsztyna, przypomina się gitarzysta Andrzej Swacyna z Kętrzyna, ożywa muzyk i kompozytor Zbyszek Rojek, poeta Jacek Karaszewski, poeta i pisarz Jurek Ignaciuk i wielu innych,  których już nigdy nie spotkam. Paru jednak znajomych w stolicy Warmii i Mazur jeszcze mi zostało. Prócz członków Czerwonego Tulipana, z którymi kilka dobrych lat przeżyłem na scenie, stara przyjaźń wciąż łączy mnie z cudnym człowiekiem i muzykiem Mateuszem Iwaszczyszynem i takimż samym Tadeuszem Prusińskim – dziennikarzem, autorem kilku książek, a obecnie asystentem prezydenta miasta.


fot. z arch. T. Prusińskiego
           Niedawno zadzwoniła do mnie Krysia Świątecka. Zapytała, czy w połowie grudnia mam czas, by wpaść do Olsztyna na premierę jej recitalu. Zdziwiłem się, bo zdążyłem zapomnieć, że Krystyna Świątecka kiedyś stanowiła samodzielną firmę, która w dziedzinie poezji śpiewanej odnosiła niezaprzeczalne sukcesy. Od lat głos Krysi kojarzył mi się wyłącznie z repertuarem zespołu Czerwony Tulipan, a tu, masz… – niespodzianka!
          Takiej okazji nie mogłem przegapić i jadąc w minioną sobotę do Olsztyna zastanawiałem się, że dziwnie będzie zobaczyć Krysię na scenie bez Ewy i Stefana...


fot. z sieci 
... ale w chwilę po minięciu Gietrzwałdu zacząłem sobie podśpiewywać: Olsztyn kocham – moją małą Amerykę… i wszystkie rozterki uleciały.
              Tadeusz Prusiński umówił się ze mną na parkingu przy ul. Pieniężnego. Tam miał na mnie czekać i stamtąd mieliśmy się wybrać na obiad. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu umówiony parking (na którym oczywiście zaparkowałem) znajdował się dokładnie w miejscu, w którym niegdyś stał budynek mojego wydziału. Tadeusz, wskazując na środek tego potwornie zaniedbanego, prywatnego parkingu, powiedział, że „Niebo" pod ziemią wciąż istnieje, tyle że wejście w diabły zasypali. No, cóż…– życie.
          Bardzo smaczny obiad zjedliśmy „U Artystów”, a potem gadaliśmy i gadaliśmy, aż od tego gadania i wspomnień zrobiło się gęsto. Na dworze było już ciemno, gdy skończyliśmy, a że do recitalu zostało mi jeszcze trochę czasu, postanowiłem zajechać pod akademik przy Żołnierskiej, gdzie działo się nie mniej, niż w „Niebie". Stanąłem przed akademikiem…


fot. W. Chyliński
 … i wzruszyłem się jak dziecko. Gapiłem się na rozświetlony budynek, liczyłem piętra i koniecznie chciałem w jednym z okien ujrzeć kogoś z przyjaciół. Nie zobaczyłem. W pokoju 806 A2 mieszkają pewnie dzisiaj studenci, którzy – przy naszej większej przed laty staranności – mogliby być dzisiaj naszymi wnukami. Może by i mogli.
          Potem pojechałem do Romka Trębskiego. Romek w 1977 był z poetą Jackiem Karaszewskim prawowitym mieszkańcem dwuosobowego pokoju 806 A2 w akademiku przy Żołnierskiej, w którym to pokoju mytj. Jacek Zwoźniak, Andrzej Swacyna i jamieszkaliśmy „na waleta”, znaczy sięwaletowaliśmy. W mieszkaniu Romka zastałem dawno niewidzianą Jolę Wiszowatą, która za moich czasów w Olsztynie była głównym aniołem w „Niebie", a dziś aniołuje w dziale zagranicznym „Gazety Wyborczej", w której pracuje od pierwszego dnia jej powstania. Patrzyłem na Jolcię i nie mogłem uwierzyć, bo Jolcia od lat się nie zmienia nic a nic – wciąż jest młoda. Nic a nic nie zmieniła się też Ewa Cichocka, która wpadła do Trębskich przed koncertem Krysi z dziwnym, ale smacznym zielonym napojem. Zapewne to jakiś cudowny eliksir młodości, którego oczywiście skosztowałem... i czekam.


fot. W.Chyliński
          – Nazywam się Krysia Świątecka i śpiewam piosenki… Tymi słowy Krysia rozpoczęła recital. Później ze sceny popłynęły pięknej urody piosenki, a czasem pieśni z nowego repertuaru artystki, której towarzyszył świetny zespół muzyków. Dla olsztynian ta odmiana i chwilowe odejście Krysi od zespołu Stefana Brzozowskiego nie było zaskoczeniem, bo już wcześniej Ewa Cichocka pokazywała się od czasu do czasu poza repertuarem Czerwonego Tulipana. Dla Krysi zbudowanie i wykonanie nowego recitalu było z pewnością  sentymentalnym powrotem do formy, w której z powodzeniem istniała przed laty, zanim powstał zbiór olsztyńskich gwiazd o nazwie Czerwony Tulipan. Jak się okazało, sobotni powrót był w pełni i wielce udany. Gdy już wybrzmiał ostatni bis i wśród zadowolonych i uśmiechniętych słuchaczy opuszczałem salę koncertową Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie coś sobie postanowiłem. Postanowiłem mianowicie, że prócz przepięknie zaśpiewanego kiedyś przez Krysię „Liryku na jesień” będzie miała Krysia do śpiewania więcej moich piosenek. Co postanowiłem, to i uczyniłem. Zaraz po powrocie do domu skontaktowałem się z poznańskim kompozytorem Ryszardem Nowakiem i przygotowaliśmy dla Krysi nową piosenkę – i myślę, że na tym się nie skończy.
 
          Wielkimi krokami zbliżają się Święta, więc wszystkim przyjaciołom i odwiedzającym moją internetową stronę „Codzienności” życzę niecodziennie miłych,  niezwykle pięknych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia, które przyniosą każdemu z osobna i wszystkim razem spokój oraz worek prezentów.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 13

Andrzej Krzysztof Blad Puchalski

2013-12-18 19:47:24
Ja też spędziłem tam cały rok w Samodzielnym Batalione Saperów, a do tego wiele niezapomnianych chwil w Kortowie To chyba tam widziałem ostatni raz Jasia Stefańskiego, gdzieś w którymś z akademików, (ale nie za bardzo pamiętam i to nie ze względu na czas.

Sławomir Tychek

2013-12-18 19:50:21
Miło było spotkać Cię Waldziu w Olsztynie i uścisnąć prawą przednią

Waldek Chyliński

2013-12-18 19:51:40
Sławku, mnie też było bardzo miło zobaczyć Cię na Starym Mieście.

Kasia Byks

2013-12-18 19:53:54
Olsztyn to moje miasto rodzinne. Wpadaj do nas Waldek i pojedziemy na wycieczkę do Allensteina

Waldek Chyliński

2013-12-18 19:55:32
Kasiu. Dzięki, Oczywiście przy najbliższej okazji

Jacek Popiołek

2013-12-18 22:12:26
Pozdrawiam Niebo, Kortowo i was wszystkich .

Waldek Chyliński

2013-12-18 23:24:40
Jacku, w imieniu nas wszystkich serdecznie dziękuję i my wszyscy również Cię serdecznie pozdrawiamy

Elwira i Mateusz

2013-12-19 10:53:00
Pozdrowienia i życzenia Pięknych, Kolorowych Świąt, Waldku :)

Olaf Meller

2013-12-19 15:31:05
Zdarzylo mi się sto lat temu prawie (chyba to była polowa lat 80') załapać się na tzw. "wariata" na tzw. "warsztat" . Polegało to na tym, że Olszewski dostał zaproszenie oficjalne - a ja się napiłem na odwagę i po prostu z nim pojechałem. Tam się zresztą bardzo "ucieszyli", bo prowadzących było trzech, a kursantów tylko dwoje! Prowadzącymi byli Staszek Zygmunt i Zbyszek Książek (tak ich poznałem) i myśmy z Tomkiem zaraz się z nimi mocno związali za pomocą żyłki wędkarskiej (wspólna pasja) oraz pewnej wspólnej skłonności do płynów. Ale był jeszcze trzeci "profesor" - i to był Zbyszek Łapiński. On miał przydzieloną z "centrali" kursantkę, która była już po festiwalu w Zielonej Górze, śpiewała zmanierowanym głosem i Zbyszek uciekał przed nią do lasu (dosłownie !!! - nic nie zmyślam). Aha - i zapomniałem dodać, że wszystko to działo się na Mazurach, nad jeziorem Dadaj - a więc niedaleko Olsztyna. No, i któregoś dnia zajechała tam rudowłosa dziewczyna na jakieś "konsultacje" do Łapińskiego i zaczęli próbować jakieś wspólne piosenki - i mnie oczarowało, dosłownie! A to właśnie była Krysia Świątecka! Potem jeszcze parę razy widzialem i słyszałem ją w solowym repertuarze. A potem już tylko w Tulipanie - i wybacz Wujku moją opinię - ale uważam, że się ona tam po prostu marnowała robiąc chórki dla Stefana - z całym szacunkiem dla Stefana oczywiście.

Waldek Chyliński

2013-12-19 15:37:29
Elwirko i Matuszu. Serdecznie dziękuje i oczywiście odwzajemniam :)

Waldek Chyliński

2013-12-19 15:47:27
Olaf, to piękna historia :), ale chyba na końcu nie masz racji i we wnioskach się różnimy. Od dawna siedzisz w Londynie, więc może nie wiesz, że przez te wszystkie lata śpiewania ze Stefanem dorobiła się Krysia w Czerwonym Tulipanie całkiem pokaźnego, solowego repertuaru, w którym to Stefan robi chórki. Nagrała też - oczywiście z Czerwonym Tulipanem w tle - piękną, solową płytę. Polecam! Dobrych Świąt :) Wujek

Piotr Kłeczek

2014-01-26 07:53:58
To już nie Codzienności ani nawet Tygodniości czy Miesięczności. Może Kwartalności albo Roczności? Panie zmiłuj się i napisz coś. Ile można czekać?

Waldek Chyliński

2014-01-26 11:35:05
Sorry, ale... Już się poprawiam :)

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)