20 maja, 2007

Jeszcze się tyle stanie...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:24
Wczorajszy wieczór przyszło mi spędzić sentymentalnie w gronie ludzi, z którymi  onegdaj swój młodzieńczy czas przetwarzałem na doświadczenie. Okazja nadarzyła się taka, że studenckie radio SAR (Studencka Agencja Radiowa) obchodziło swoje pięćdziesięciolecie. A kogóż tam nie było...  Prócz Ojców Założycieli radia SAR i całej rzeszy tych "co pałęczkę przejęli", a także jednej znajomej, która nie poznawała nikogo, byli artyści, którzy dzięki SARowi, po raz pierwszy mogli kiedyś posłuchać samych siebie. Była więc Alicja Puchalska, był Stasiu Wawrykiewicz, który pięknie zaśpiewał o koniu, którego trzeba wstrzymywać, był Jarek Burakowski śpiewający o złoczyńcach, był Adam Drąg, który po wielu latach milczenia, powtórzył, że "rzeki to idące drogi", był Leszek Makowiecki z "Babsztylem", był  Sławek Wierzcholski z "Nocną Zmianą Bluesa", był Marek Prusakowski, który błagał żonę, tekstem Zembatego, by go nie opuszczała i był Grzgorz Marchowski, a także byłem ja - artysta skończony, jak ostatnio o sobie mówię, i był... Jacek Kleyff Dopiero wczoraj dowiedziałem się, że Jacek, człowiek z Warszawy, człowiek legenda, leader sławnego "Salonu NiezaleĹźnych", a obecnie kapeli "Na Zdrowie", we wczesnych latach siedemdziesiątych nagrywał dla naszego Jubilata,czyli radia SAR. Dla mnie każdy koncert Jacka to wydarzenie. Pierwszy raz słuchałem Kleffa i "Salonu Niezależnych" w 1973 r., w prawie pustym (choć wszystkie bilety zostały sprzedane!) Teatrze Wybrzeże. Później spotykaliśmy się w różnych miastach, w różnych klubach, na różnych imprezach. Pamiętam tajny koncert Jacka we wrocławskim "Pałacyku". Władzy Jacek się nie podobał, więc zakazała mu występów, by szczezł i padł z głodu, ale koledzy z SZSP nie dopuścili by artysta zmarniał i Jacek nadal koncertował, tyle, że tajnie. Wieści o jego występach rozchodziły się pocztą pantoflową, ze skutkiem takim, że dostać się na nie nie było łatwo, takim cieszyły się powodzeniem. Mnie o tajnym koncercie w "Pałacyku", w którym akurat bawiłem z występami, poinformował sam szef od kultury w Zarządzie Głównym SZSP - Zbyszek Sawicki, który później awansował do jakiegoś Urzędu Planowania Rady Ministrów, gdzie założył "Solidarność", za co w stanie wojennym wyleciał z pracy na pysk, by osiąść nad Mamrami i pasać owce. Wniosek z tego taki, że mając Jacka Kleffa za artystę, a Zbyszka Sawickiego za władzę, Polska Ludowa ostać się nie mogła i się, jak widać, nie ostała, a Jacek już całkiem legalnie może śpiewać swoje piękne piosenki ze "Źródłem" na czele, którego wczoraj wysłuchałem z niezmiennym zachwytem. Organizatorzy, wśród których brylował Piotrek Jagielski, przygotowali dla wszystkich gości prezenty w postaci koszulek z logo SARu, płyt z archiwalnymi filmami i nagraniami, a także obfity poczęstunek. Cieszyłem się ogromnie tego wieczoru ze spotkania dawno nie widzianego Adama Drąga (ten z lewej), z którym zaśpiewaliśmy sobie, wspĂónie napisaną kiedyś piosenkę, że "jeszcze się tyle stanie, jeszcze się tyle zmieni", i z którym, wraz z Grzesiem Marchowskim (ten w środku), kazałem sobie zrobić zdjęcie adam-drag-grzegorz-marchowesk-waldek-chylonski-wiosna-2007 I byłoby już całkiem dobrze, gdyby nie to, ze do klubu "Kwadratowa" przyjechałem samochodem.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)