05 czerwca, 2007

Bujanie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:37
          Tydzień minął, a ja wciąż wspominam pierwszy w tym sezonie wypad na Zatokę Gdańską. Jola, Kasia, Jola, Ola i my...wilcy morscy, czyli Darek, Leszek i ja. Wypłynęliśmy z Gdyni pod wieczór. Zatoka przywitała nas flautą.

flauta-3.jpg

Silnik, na tym pierwszym etapie, został naszym niewolnikiem. A może było na odwrót? Tak czy inaczej, można było tylko założyć ręce i czekać...



Niestety, wiatr i bujanie niebo zapowiadało na dzień następny.



Leszek Szczechula, który dowodził słuszności decyzji o wyrwaniu się z domu, jak i naszym jachtem, zarządził wejście na noc do Górek Zachodnich, kiedyś zwanych Pleniewem. 



Przycumowaliśmy w zacisznej zatoczce na rozlewisku Wisły i... nastały tań„ce, hulanki, swawole, z czego hulanki zdecydowanie bym wyróżnił, choć mało pamiętam.



Prócz bólu głowy na drugi dzień rano, rozdrażnił mnie ryk sadystów motorowodnych, którzy za żadne skarby świata nie potrafią docenić wartości jaką daje spokojne obcowanie człowieka z przyrodą. Oni muszą bujać się szybko i głośno, jak nie przymierzając Ziobro z Wassermanem.



Było miło gdy odpłynęli do brzegu i kresu swych możliwości, a my spokojnie mogliśmy się bujać po morzu w naturalny sposób, jako ta zdrowa części narodu - cicho, przyjemnie i skutecznie.



Darek, toruński żeglarz, kardiolog (czy los chce mi coś powiedzieć?) i fajny chłop, wraz z Jolą, trójmiejską bizneswomen, a zarazem fajną babą i drugą Jolą, co to wie "gdzie ta keja...", prowadzili naszą łódź z wiatrem i pod wiatr...



...by mimo przechyłów, po południu wprowadzić nas, na powrót do Gdyni...



a tam już, ku naszej radości, szkoliło się młode pokolenie, które...

jak-za-pania-matka.jpg

...już wie jak się należy zdrowo bujać.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)