27 listopada, 2006

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:11
Ela i KrzyÅ? Kowalkowscy Poznaliśmy się jadąc razem windą. Był rok 1982. Mieszkaliśmy w jednym bloku przy Rzeczpospolitej w Gdańsku. Mieliśmy po trzydzieści lat i dzieci, które dopiero co wylazły z wózków. Wszystko było przed nami i dla nas. Za nami była... młodość, ta szalona, nieodpowiedzialna i najpiękniejsza. Zbyt byliśmy zaganiani, by zauważać wtedy coś tak nieistotnego, jak upływ czasu. Mijały lata. Nasze dzieci poszły szkoły, a my w między czasie, raz, a dobrze, zmieniliśmy Polskę i wielokrotnie pracę. Krzysztof Kowalkowski, bo o nim tu mowa, mąż Elżbiety, ojciec udanych dzieci, a od jakiegoś czasu także dziadek, zaskoczył mnie w życiu dwa razy.
Przed laty, gdy w trakcie sąsiedzkiej, wieczornej pogawędki przy małym "co nieco", wyciągnął spory album na zdjęcia i z błyskiem w oku, pokazując mapki, zdjęcia, foldery, a nawet bilety z pociągów, autobusów i tramwajów wodnych, zabrał nas, tj Asię i mnie, na kilka godzin w podróż po Holandii, z której dopiero co z Elą wrócili. Oszołomiony zwiedziłem kraj, w którym nigdy nie byłem i wróciłem do domu pełen podziwu dla charakteru i osobowości sąsiada.
          Krzysztof - na co dzień szanowany i ceniony urzędnik, którego pasje kronikarskie traktowałem jako "nieszkodliwe zajęcia pozalekcyjne", zaskoczył mnie po raz wtóry - tym razem już nie na żarty. Zjawił się u nas któregoś dnia i podarował mi dopiero co wydaną książkę swojego autorstwa. Były to dzieje miejscowości Miłobądz, z którą rodzina Kowalkowskich jest historycznie związana.
MiÅ?obÄ?dz

          Z tejże książki dowiedziałem się, nie tylko o historii tego miłego miasteczka, ale także o tym, że mój "szalony" przewodnik opublikował wcześniej cztery książki o dziejach swojej rodziny i dodatkowo monografię parafii Rytel. Od tamtego czasu co i rusz czytam o nowych wydawniczych sukcesach mojego ulubionego dziejopisarza i kronikarza. Ma Krzysztof na swym koncie książek już siedem i na tym nie koniec.
          Żona naszego badacza historii Kociewia i okolic, w ostatnią sobotę zaprosiła nas na tradycyjne, jak kiedyś, "co nieco". By sąsiedzkie szczęście wypełniło się do końca byli także Ania i Andrzej Staszkiewiczowie. Siedzieliśmy w naszym "starym" bloku, w "starym" gronie przyjaciół, jak przed laty. Bawiliśmy się świetnie, tylko nie wiedzieć czemu z coraz większym trudem rozpoznawaliśmy się na starych zdjęciach. Na szczęście gospodarze wyjęli aparat cyfrowy i każdy mógł swój aktualny stan podziwiać na bieżąco, aż do chwili gdy stan uległ zatarciu... Nie, nie "co nieco" się nie wyczerpało. No, i był z nami kronikarz, a więc jest nadzieja, że przejdziemy do historii. Tym czasem polecam wszystkim, w których drzemie ciekawość kolei losu ziem tutejszych i bliskich, wszystkie spisane przez Krzysztofa dzieje tych miejsc. O ile wiem jego praca jest niemal pionierska na tym terenie i jak mi mówił - nie przez wszystkich rozumiana. Zdarzył się w jednej z gmin kociewskich wójt, który proszony o pomoc w w spisaniu historii jego gminy, odparował prostym - A na jaką cholerę mnie to.
Taka gmina. NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 6

J.

2006-11-28 22:14:09
od MAŁEGO CO NIECO specjalistą był chyba Kubuś Puchatek?

Trzeba mieć trochę odwagi, w kazdym razie na początek, by się porwać na te wędrówki genealogiczne.
Krzysztof poza tym nie ma daleko...

Waldek

2006-11-28 22:26:50
Do J.
Jesteś pewna? Kubusia? Nie za bardzo wiem czy dobrze rozumiem. Leżą przede mną trzy książki Krzysztofa - wspomniany \"Miłobądz\", \"Brzeźno Wielkie z Dziejów Wsi\" i \"Historia Wsi i Parafii Krąg\", a gdzieś na półkach mam jeszcze \" Z Dziejów Wsi i Parafii Barłoźno\", a o odwadze nie mam nic.

robert

2006-11-28 22:41:03
małe conieco chyba przynależne Kubusiowi (tak jak i malutki rozumek), co nie znaczy, że nie może kojarzyć się z innymi, bardziej realnymi postaciami...
mi się zdaje :)

Waldemar Chyliński

2006-11-28 22:56:47
No to się zdecydujmy: Co nie co, co nieco czy conieco.

J.

2006-11-29 21:08:25
dobrze.

O odwadze to jest w nim. Latał?? po tych księżych kruchtach...

Waldek

2006-11-29 22:42:36
Do J.
No to jesteśmy w domu. Ech J., tej odwagi nie brałem pod uwagę. Masz rację! Ukłony.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)